Jak ci się podoba muzyka Adolpha Deutscha? Mnie
owszem, bardziej niż Maxa Steinera. Weź to co
zrobił w Northern Pursuit, temat Helmuta Dantine'a
szedł tak...
a wtedy okno opadło mi na rękę. Obok na nartach
przejeżdżał Errol Flynn. Ponura szara
łódź podwodna coraz głębiej
głębiej głębiej zanurzała się pod "zimny" lód.
Na szczęście
Helmut był już u brzegu, na lodzie.
Ku jakim snom, jakim niedorzecznym fantazjom bździn śniegowych zmierza to wszystko?
Nie wiem, przestałem myśleć jak husky zaprzężony do sań.
Rzecz najważniejsza opowiedzieć historyjkę.
To niemal
bardzo ważne. Wyobraź sobie tylko
tak zaprzepaścić lawinę
już na początku filmu. Jestem jedynym szpiegiem jaki został
w Kanadzie,
lecz to że tkwię samotnie pośród śniegu
nie musi wcale znaczyć że jestem nazistą.
Popatrzmy,
dwie aspiryny, jedna witamina C i trochę sody oczyszczonej
powinno poskutkować, to prawie
Alka
Seltzer. Allen wyłaź z łazienki
i to wypij.
Ktoś nasmarował mi chyba narty masłem zamiast
parafiną.
Ojej. Szopa przewraca się wśród
jodeł, i jest tu jeszcze jeden tęgi szpieg. Nie
powiedział mi że go
wysłali. Cóż, w ten sposób mamy go
z głowy, ależ te eskimoskie psiska były wygłodniałe.
Allen,
czy masz się trochę lepiej? Tak, mam hopla na punkcie
Helmuta Dantine'a
ale się cieszę że Kanada będzie dalej
wolna. Po prostu wolna, to wszystko, nigdy nie sprzeczaj się z filmami.
(1964)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
Irwin Allen Ginsberg (ur. 3 czerwca 1926 w Newark w stanie New Jersey, zm. 5 kwietnia 1997 roku w East Village, na Manhattanie w Nowym Jorku) – amerykański poeta pochodzenia żydowskiego, aktor, scenarzysta i działacz społeczny, członek American Academy and Institute of Arts and Letters. Jeden z najważniejszych twórców tzw. poezji konfesyjnej i lider ruchu artystycznego określanego jako Beat Generation. Był również znaczącą postacią kontrkultury amerykańskiej, już za życia owianą barwną legendą i otaczaną kultem. Stał się jedną z głównych postaci powieści Jacka Kerouaca W drodze.

Etykiety
ACHMADULINA
Achmatowa
Ajgi
ASHBERY
Auden
Barlow
Becher
BELLI
Blake
Blatný
Bobaljević
BOBES
BORGES
Brodski
BROWN
Bruchac
Bunić
Bunin
Burian
BUTTITTA
Campana
Carne
Channing
COHEN
Crijević
Csoóri
Csordás
CWIETAJEWA
Czarenc
Dickinson
Djurdjević
Dobrzyński
DOLCI
Dragojević
Držić
Dudek
Elmslie
Emerson
Fenton
Frenau
Gildner
GOETHE
GUZZI
Haavikko
Halas
HARJO
HEINE
Henson
Hidža
Jabès
Jarrell
Karoniaktatie (Alex A. Jacobs)
KENNY
Kocbek
Koch
Kovács
KUNDERA
Layton
Levertov
LOYNAZ
LUNETTA
Mach
MAGRELLI
Manner
Melville
Menčetić
Moore
MOREJÓN
Nowlan
O'Hara
Ondaatje
ORBÁN
Parker
Pawlikowska-Jasnorzewska
Pessoa
Piechal
PIZARNIK
Poe
PRATT
Queneau
RAINE
Ranjina
Ransom
REANEY
RICCHI
RIOS
RODRIGUEZ
Sandburg
Sarajlić
Schuyler
Senghor
Silva
Slamnig
Słowacki
Souster
STADLER
Stein
Stevens
Swanson
Szałamow
Tadijanović
Tardieu
Taylor
Thoerau
VALDÉS
VERLAINE
Very
Weiner
Wernisch
Whittler
Wylie
WYSOCKI
Yañez
Závada
Zlatarić
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O'Hara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O'Hara. Pokaż wszystkie posty
ODPOWIEDŹ WOZNIESIENSKIEMU I JEWTUSZENCE
Zmęczyły nas wasze nudne imitacje Majakowskiego
zmęczyły nas
wasze upiorne futurystyczne wyobrażenia na temat naszego
murzyńskiego ja, nasze ja jest w znacznie gorszym stanie niż oczywistość
waszego wyczucia koloru
całe wasze wyczucie Poughkeepsie to
grubiaństwo którego nie popełniłby żaden poeta amerykański w Tibilisi
dzięki francuskiemu impresjonizmowi
nie udajemy że wiemy więcej
niż można wiedzieć
ileż to prześcieradeł poplamiliście swoją spermą
o Tatarzy, i jak wiele
naszych miłości rozjaśniliście swoim
sercem swoim oddechem
gdy my poeci Ameryki kochaliśmy was
waszych rodaków, naszych rodaków, nasze życie, wasze życie
i ten nieznośny zalew waszych przekładów
wasze idiotyczne manifesty
i dziwnego czarnego koguta co stał się teraz nasz wbrew waszej zawiści
robimy co czujemy
wy nie robicie nawet tego co musicie albo możecie
już was nie kocham od czasu gdy umarł Majakowski i Pasternak
z nimi umarła moja tęsknota do waszej wymęczonej ciemnej rasy
skoro już upieracie się przy rasie
nie odbierzecie mi przyjaciół
z tego powodu że mieszkają w Harlemie
nie przerobicie Mississipi na Sachalin
przychodzicie za późno, sam czar talentu nie robi jeszcze balu
uważam się za Murzyna a was nawet nie w części
kiedy widzicie śmierć
widzicie taniec śmierci
co jest imperialistyczna,
kryje w sobie instrukcje, wymaga użycia technik
których nasz balet nie stosuje
jesteście doprawdy zimni jak wosk
podobnie jak wasz przodek był czerwony, i jakżeśmy jego czerwoność kochali
w pełni własnego idiotycznego słońca! który
"ryczący wszechświat" zdoła przekrzyczeć jego bezwzględne triumfalne słońce!
wy nawet nie mówicie
szeptem
czapka Majakowskiego wciśnięta na łeb konia
(10 stycznia 1963)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer




JAK ZAMKNIĘTY W SOBOTĘ ZAKŁAD FRYZJERSKI, MOJE SERCE
Jak zamknięty w sobotę zakład fryzjerski, moje serce
nie może się pogodzić z tym, by wysłać Barneyowi Rossetowi nasze
wiersze o St. Bridget, to nasze DZI-EE-CIĘ! nigdy dotąd nie
opuściło twojego ani mojego domu! toteż kupuję pojemniczek z
pieprzem i sypię nim sobie w oczy, żeby nie widzieć znaczków.
"Lecz jeśli każdy zrobiłby to, na co ma ochotę, wszyscy
robiliby to, co chcą." Radio Nowy Jork (radny miejski,
pochodzenie niemiecko-żydowskie.)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
nie może się pogodzić z tym, by wysłać Barneyowi Rossetowi nasze
wiersze o St. Bridget, to nasze DZI-EE-CIĘ! nigdy dotąd nie
opuściło twojego ani mojego domu! toteż kupuję pojemniczek z
pieprzem i sypię nim sobie w oczy, żeby nie widzieć znaczków.
"Lecz jeśli każdy zrobiłby to, na co ma ochotę, wszyscy
robiliby to, co chcą." Radio Nowy Jork (radny miejski,
pochodzenie niemiecko-żydowskie.)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
PIĆ Z TOBĄ COLĘ
to nawet zabawniejsze niż jechać do San Sebastian, Irun, Hendaye, Biarritz, Bayonne
lub dostać mdłości na Travesera de Gracia w Barcelonie
po części dlatego że w pomarańczowej koszuli wyglądasz
jak lepszy szczęśliwszy święty Sebastian
po części dlatego, że cię kocham, po części dlatego że ty kochasz jogurt
po części z powodu fluoryzujących pomarańczowych tulipanów dookoła brzóz
po części z powodu naszych uśmiechów skrywanych przed ludźmi i posągami
trudno uwierzyć gdy jestem z tobą że może być coś tak niewzruszonego
tak podniosłego tak nieprzyjemnie skończonego jak posągi kiedy tuż przed nimi
w ciepłym nowojorskim świetle popołudniowej czwartej dryfujemy między sobą
w przód i w tył jak drzewo co oddycha przez swoje okulary
i zdaje się że na wystawie portretu nie ma ani jednej twarzy, tylko farba
człowiek dziwi się nagle po co u licha ktoś je wszystkie zrobił patrzę
na ciebie i wolałbym patrzeć na ciebie niż na wszystkie portrety świata
może czasem z wyjątkiem Polskiego jeźdźca co tak czy owak jest u Fricka
gdzie dzięki bogu jeszcze nie poszedłeś więc pierwszy raz będziemy mogli razem pójść
a że poruszasz się tak pięknie z grubsza załatwia nam futuryzm
podobnie w domu nigdy nie myślę o Akcie schodzącym po schodach ani na
próbie choćby o jednym rysunku Leonarda lub o Michale Aniele co kiedyś tak mnie rozanielał
i na cóż zdały się impresjonistom ich wszystkie studia jeżeli nigdy nie zdołali
ustawić sobie właściwego człowieka w pobliżu drzewa gdy tonęło słońce
czy też takiemu Marino Mariniemu skoro nie wybrał jeźdźca tak czujnie jak konia
wygląda na to że okradziono ich wszystkich z jakiegoś cudownego doświadczenia
którego ja zmarnować nie myślę, dlatego mówię ci o tym
(21 kwietnia 1960)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
Jeździec polski (The Polish Rider) lub Lisowczyk – jeden z dwóch portretów konnych w twórczości Rembrandta powstały ok. 1655-57 roku. Obecnie ozdoba nowojorskiej Kolekcji Fricka.
lub dostać mdłości na Travesera de Gracia w Barcelonie
po części dlatego że w pomarańczowej koszuli wyglądasz
jak lepszy szczęśliwszy święty Sebastian
po części dlatego, że cię kocham, po części dlatego że ty kochasz jogurt
po części z powodu fluoryzujących pomarańczowych tulipanów dookoła brzóz
po części z powodu naszych uśmiechów skrywanych przed ludźmi i posągami
trudno uwierzyć gdy jestem z tobą że może być coś tak niewzruszonego
tak podniosłego tak nieprzyjemnie skończonego jak posągi kiedy tuż przed nimi
w ciepłym nowojorskim świetle popołudniowej czwartej dryfujemy między sobą
w przód i w tył jak drzewo co oddycha przez swoje okulary
i zdaje się że na wystawie portretu nie ma ani jednej twarzy, tylko farba
człowiek dziwi się nagle po co u licha ktoś je wszystkie zrobił patrzę
na ciebie i wolałbym patrzeć na ciebie niż na wszystkie portrety świata
może czasem z wyjątkiem Polskiego jeźdźca co tak czy owak jest u Fricka
gdzie dzięki bogu jeszcze nie poszedłeś więc pierwszy raz będziemy mogli razem pójść
a że poruszasz się tak pięknie z grubsza załatwia nam futuryzm
podobnie w domu nigdy nie myślę o Akcie schodzącym po schodach ani na
próbie choćby o jednym rysunku Leonarda lub o Michale Aniele co kiedyś tak mnie rozanielał
i na cóż zdały się impresjonistom ich wszystkie studia jeżeli nigdy nie zdołali
ustawić sobie właściwego człowieka w pobliżu drzewa gdy tonęło słońce
czy też takiemu Marino Mariniemu skoro nie wybrał jeźdźca tak czujnie jak konia
wygląda na to że okradziono ich wszystkich z jakiegoś cudownego doświadczenia
którego ja zmarnować nie myślę, dlatego mówię ci o tym
(21 kwietnia 1960)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
Jeździec polski (The Polish Rider) lub Lisowczyk – jeden z dwóch portretów konnych w twórczości Rembrandta powstały ok. 1655-57 roku. Obecnie ozdoba nowojorskiej Kolekcji Fricka.
AVENUE A
Już prawie wcale nie zauważamy księżyca więc nic dziwnego
że jest tak piękny gdy nagle patrzymy w górę
i oto on szybuje tam nad mostami z przełamaną twarzą
i krąży olsniewając, delikatny, i chłodny wiatr wachluje ci
nad czołem włosy i twe wspomnienie
parowozowego krajobrazu Reda Groomsa
mam chęć na burbona / ty na pomarańczę / kocham skórzaną kurtkę
którą dostałem od Normana
i sztruksową marynarkę którą
ty dostałeś od Davida, jest bardziej tajemnicza niż wiosna, niebiosa
El Greco rozrywające się a potem skupiające na powrót jak
lwy na tragicznym bezmiarze stepu
co jest daleko od naszych małych ja i naszych chwilowo połączonych
namiętności w katedrze styczniów
wszystko jest nazbyt zrozumiałe
to moje delikatne i czułe wiersze
myślę że przyjdą jeszcze tamte inne, jak dawniej całe mnóstwo!
ale na razie księżyc odsłania się jak perła
mojemu równie nagiemu sercu
(16 stycznia 1960)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
Red Grooms. Moonstruck.
że jest tak piękny gdy nagle patrzymy w górę
i oto on szybuje tam nad mostami z przełamaną twarzą
i krąży olsniewając, delikatny, i chłodny wiatr wachluje ci
nad czołem włosy i twe wspomnienie
parowozowego krajobrazu Reda Groomsa
mam chęć na burbona / ty na pomarańczę / kocham skórzaną kurtkę
którą dostałem od Normana
i sztruksową marynarkę którą
ty dostałeś od Davida, jest bardziej tajemnicza niż wiosna, niebiosa
El Greco rozrywające się a potem skupiające na powrót jak
lwy na tragicznym bezmiarze stepu
co jest daleko od naszych małych ja i naszych chwilowo połączonych
namiętności w katedrze styczniów
wszystko jest nazbyt zrozumiałe
to moje delikatne i czułe wiersze
myślę że przyjdą jeszcze tamte inne, jak dawniej całe mnóstwo!
ale na razie księżyc odsłania się jak perła
mojemu równie nagiemu sercu
(16 stycznia 1960)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer

NA OTWARTEJ AUTOSTRADZIE
Na otwartej autostradzie
gdzie śmierć ochoczo pędzi
w świetle słońca a o czwartej olbrzymie przęsła
rzucają cienie swych łuków
na przystań dowiaduję się
o niewierności Portorykańczyków
i nikczemności Żydów
z ust irlandzkiego taksówkarza
to dobrze że jest nas tak wiele rodzajów
w ten sposób śmierć będzie miała wybór
a może nawet będzie wolała
tego co rzuca pierwszy cień dnia
na tych którzy próbują dożyć zmierzchu
(1 stycznia 1960)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
gdzie śmierć ochoczo pędzi
w świetle słońca a o czwartej olbrzymie przęsła
rzucają cienie swych łuków
na przystań dowiaduję się
o niewierności Portorykańczyków
i nikczemności Żydów
z ust irlandzkiego taksówkarza
to dobrze że jest nas tak wiele rodzajów
w ten sposób śmierć będzie miała wybór
a może nawet będzie wolała
tego co rzuca pierwszy cień dnia
na tych którzy próbują dożyć zmierzchu
(1 stycznia 1960)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
WIERSZ
Światło przejrzystość poranna sałatka z avocado
po wszystkich okropnościach które robię jakież to niezwykłe
zaznać wybaczenia i miłości, nie nawet wybaczenia
bo co się stało to się stało i wybaczenie to nie miłość
a miłość jest miłością nic nigdy się nie może popsuć
mimo że to i owo może być irytujące nudne i zbyteczne
(w wyobraźni) ale naprawdę nie dla miłości
chociaż już o przecznicę dalej czujesz oddalenie sama obecność
zmienia wszystko jak kropla chemii upuszczona na papier
i wszystkie myśli giną w dziwnie spokojnym podnieceniu
niczego nie jestem pewien oprócz tego, i oddech to wzmaga
(5 grudnia 1959)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
po wszystkich okropnościach które robię jakież to niezwykłe
zaznać wybaczenia i miłości, nie nawet wybaczenia
bo co się stało to się stało i wybaczenie to nie miłość
a miłość jest miłością nic nigdy się nie może popsuć
mimo że to i owo może być irytujące nudne i zbyteczne
(w wyobraźni) ale naprawdę nie dla miłości
chociaż już o przecznicę dalej czujesz oddalenie sama obecność
zmienia wszystko jak kropla chemii upuszczona na papier
i wszystkie myśli giną w dziwnie spokojnym podnieceniu
niczego nie jestem pewien oprócz tego, i oddech to wzmaga
(5 grudnia 1959)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
WIERSZ DONALDOWI M. ALLENOWI
Już nie ma żadnych fiołków, nosorożców, czyneli
upiorna bladość usadowiła się nad rzeźnią gdzie fruwa sierść a dźwięki
to odgłosy nagrzanego buldożera co ugrzązł w błocie
gdzie bez patykowato dalej kwitnie i wykrzykuje "Walt!"
i Allen i Peter raz jeszcze mogą iść z wizytą do przyjaciół
w księżycowej poświacie ponad mgłą i wieżami
pomyślawszy niesłusznie że w I Cover the Waterfront grała nie
Claudette Colbert a Bebe Daniels pada łagodny deszcz i idę
z wolna pragnąc na Wszystkich Świętych zamienić się w pęd szparaga
którą to myśl Vincent wyśmiewa bo gdzie jej tam naprawdę do lat 40-tych
a więc ciężarki
przyjemnie kropiącego deszczu są jak sentymentalny wietrzyk
co chyba wymyślony został przez pęknięty balon o kształtach Kim Novak
A jednak Janice pomaga Kennethowi zwrócić się do Fundacji Forda w tym
swoim stylu częstokroć określanym jako Rozkoszna Zwięzłość
a Ned się cieszy
że nie położył się zbyt późno
z uwagi na swą muzykę i ucho
gdzie dyscyplina nagle stwierdza że sama śpiewa
a nawet wykrzykuje
nie będę w inny wieczór jadł jak dziś kolacji z Robinem i Donem i Joe
równie beztrosko jak przeminął dzień ale to było wcześniej pukanie do drzwi
moje serce twoje serce
moja głowa i ta niezwykła rzeczywistość naszych ciał w deszczu
tak wiele cząstek niezwykłej egzystencji niepodległej lecz nie poszukującej w nocy
ani nad ranem kiedy deszcz już ustał
(27 października 1959)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
upiorna bladość usadowiła się nad rzeźnią gdzie fruwa sierść a dźwięki
to odgłosy nagrzanego buldożera co ugrzązł w błocie
gdzie bez patykowato dalej kwitnie i wykrzykuje "Walt!"
i Allen i Peter raz jeszcze mogą iść z wizytą do przyjaciół
w księżycowej poświacie ponad mgłą i wieżami
pomyślawszy niesłusznie że w I Cover the Waterfront grała nie
Claudette Colbert a Bebe Daniels pada łagodny deszcz i idę
z wolna pragnąc na Wszystkich Świętych zamienić się w pęd szparaga
którą to myśl Vincent wyśmiewa bo gdzie jej tam naprawdę do lat 40-tych
a więc ciężarki
przyjemnie kropiącego deszczu są jak sentymentalny wietrzyk
co chyba wymyślony został przez pęknięty balon o kształtach Kim Novak
A jednak Janice pomaga Kennethowi zwrócić się do Fundacji Forda w tym
swoim stylu częstokroć określanym jako Rozkoszna Zwięzłość
a Ned się cieszy
że nie położył się zbyt późno
z uwagi na swą muzykę i ucho
gdzie dyscyplina nagle stwierdza że sama śpiewa
a nawet wykrzykuje
nie będę w inny wieczór jadł jak dziś kolacji z Robinem i Donem i Joe
równie beztrosko jak przeminął dzień ale to było wcześniej pukanie do drzwi
moje serce twoje serce
moja głowa i ta niezwykła rzeczywistość naszych ciał w deszczu
tak wiele cząstek niezwykłej egzystencji niepodległej lecz nie poszukującej w nocy
ani nad ranem kiedy deszcz już ustał
(27 października 1959)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
I Cover the Waterfront. (1933)
LES LUTHS
Do licha! To nudne czytać francuskie gazety
W Nowym Jorku jak gdybym był Kolonistą i czekał na swój gin
gdzieś nad tym dachem odrzutowiec robi szkic na niebie
gdzie jest Gary Snyder być może czyta coś wciśnięty pod jakąś
karłowatą sosnę że książka i głowa nie sterczą spod najniższej gałęzi
podczas gdy słońce Orientu przetacza się spokojnie a nie dobiera się do niego
i jakoś nie jest tym przejęte bo światło w Japonii ma względy dla poetów
tymczasem w Paryżu Monsieur Martory i jego brat Jean poeta
czytają rzecz Matthieu Galeya oraz szykują się by wysłać pneu
tu każdy goni za nudnymi uprzejmościami i zastanawia się czy
The Hotel Wentley Poems są rzeczywiście tak wspaniałe jak powiadam
a ja czuję się szczególnie rozdrażniony z powodu rozłąki z kimś kogo
kocham wywołanej najbardziej ponurą z praktycznych potrzeb forsą
podczas gdy chciałbym tylko podeprzeć ręką twarz i patrzeć w przestrzeń czując
jak ta jedyna piękna ciepła rzecz na świecie oddycha mi na prawym żebrze
czymże są lutnie tak brzydko brzęczą i opierają się w kawiarniach o kolana
chcę słyszeć tylko twój beztroski głos bez przerwy paplający o Florydzie
kiedy po zmianie świateł przechodzimy przez ulicę i kupujemy winogrona żeby je mieć
gdziekolwiek byśmy mieli wylądować chwaląc to pozbawione materaca łóżko
w kształcie sań i meksykańskie jajko i zegar który nie powie mi jak cię opuścić
(6 października 1959)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
W Nowym Jorku jak gdybym był Kolonistą i czekał na swój gin
gdzieś nad tym dachem odrzutowiec robi szkic na niebie
gdzie jest Gary Snyder być może czyta coś wciśnięty pod jakąś
karłowatą sosnę że książka i głowa nie sterczą spod najniższej gałęzi
podczas gdy słońce Orientu przetacza się spokojnie a nie dobiera się do niego
i jakoś nie jest tym przejęte bo światło w Japonii ma względy dla poetów
tymczasem w Paryżu Monsieur Martory i jego brat Jean poeta
czytają rzecz Matthieu Galeya oraz szykują się by wysłać pneu
tu każdy goni za nudnymi uprzejmościami i zastanawia się czy
The Hotel Wentley Poems są rzeczywiście tak wspaniałe jak powiadam
a ja czuję się szczególnie rozdrażniony z powodu rozłąki z kimś kogo
kocham wywołanej najbardziej ponurą z praktycznych potrzeb forsą
podczas gdy chciałbym tylko podeprzeć ręką twarz i patrzeć w przestrzeń czując
jak ta jedyna piękna ciepła rzecz na świecie oddycha mi na prawym żebrze
czymże są lutnie tak brzydko brzęczą i opierają się w kawiarniach o kolana
chcę słyszeć tylko twój beztroski głos bez przerwy paplający o Florydzie
kiedy po zmianie świateł przechodzimy przez ulicę i kupujemy winogrona żeby je mieć
gdziekolwiek byśmy mieli wylądować chwaląc to pozbawione materaca łóżko
w kształcie sań i meksykańskie jajko i zegar który nie powie mi jak cię opuścić
(6 października 1959)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
WIERSZ
Chruszczow przyjeżdża właściwego dnia!
silny wiatr spycha
obłaskawione chłodem światło z ogromnych szklanych przystani
i wszystko jest zmierzwione, gna i pędzi przed siebie
ten kraj
ma wszystko oprócz politesse, mówi portorykański taksówkarz
i pięć różnych dziewcząt które widzę
wygląda jak Piedie Gimbei
ze swymi blond włosami też zmierzwionymi,
bo tak wyglądała
kiedy huśtałem jej córeczkę na trawie też było wietrznie
wczoraj wieczór poszliśmy do kina a potem wyszliśmy,
Ionesco jest większy
niż Beckett, twierdzi Vincent, i ja tak sądzę, naleśniki z jagodami
a Chruszczowowi docinano pewnie
w Waszyngtonie, brak politesse
Vincent mi mówi o wycieczce swojej matki do Szwecji
Hans opowiada nam
o życiu swego ojca w Szwecji, co przypomina obraz
Grace Hartigan
Szwecja
więc idę do domu do łóżka i po głowie snują mi się
nazwiska
Purgatorio Merchado, Gerhard Schwartz i Gaspar Gonzales,
wszystkie
nieznane postacie wczesnego poranka gdy idę do pracy
gdzież to odchodzi zło całego roku
gdy wrzesień przejmuje Nowy Jork
i zmienia go w stalagmity z ozonu
składnice światła
więc znowu wstaję
robię kawę, i czytam François Villona, miał takie ciemne
życie
Nowy Jork wydaje się oślepiający a mój krawat lata po ulicy
chciałbym żeby wyleciał w powietrze
chociaż jest zimno i trochę grzeje szyję
podczas gdy pociąg z Chruszczowem wjeżdża na Pennsylvania
Station
i światło wydaje się nieśmiertelne
i radość wydaje się niewzruszona
jestem zawsze tak głupi że odkrywam to w wietrze
(17 września 1959)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
silny wiatr spycha
obłaskawione chłodem światło z ogromnych szklanych przystani
i wszystko jest zmierzwione, gna i pędzi przed siebie
ten kraj
ma wszystko oprócz politesse, mówi portorykański taksówkarz
i pięć różnych dziewcząt które widzę
wygląda jak Piedie Gimbei
ze swymi blond włosami też zmierzwionymi,
bo tak wyglądała
kiedy huśtałem jej córeczkę na trawie też było wietrznie
wczoraj wieczór poszliśmy do kina a potem wyszliśmy,
Ionesco jest większy
niż Beckett, twierdzi Vincent, i ja tak sądzę, naleśniki z jagodami
a Chruszczowowi docinano pewnie
w Waszyngtonie, brak politesse
Vincent mi mówi o wycieczce swojej matki do Szwecji
Hans opowiada nam
o życiu swego ojca w Szwecji, co przypomina obraz
Grace Hartigan
Szwecja
więc idę do domu do łóżka i po głowie snują mi się
nazwiska
Purgatorio Merchado, Gerhard Schwartz i Gaspar Gonzales,
wszystkie
nieznane postacie wczesnego poranka gdy idę do pracy
gdzież to odchodzi zło całego roku
gdy wrzesień przejmuje Nowy Jork
i zmienia go w stalagmity z ozonu
składnice światła
więc znowu wstaję
robię kawę, i czytam François Villona, miał takie ciemne
życie
Nowy Jork wydaje się oślepiający a mój krawat lata po ulicy
chciałbym żeby wyleciał w powietrze
chociaż jest zimno i trochę grzeje szyję
podczas gdy pociąg z Chruszczowem wjeżdża na Pennsylvania
Station
i światło wydaje się nieśmiertelne
i radość wydaje się niewzruszona
jestem zawsze tak głupi że odkrywam to w wietrze
(17 września 1959)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer

Grace Hartigan. New England October, 1957 .
DYGRESJA NA TEMAT "NUMERU 1", 1948
Jestem dziś chory ale niezbyt
chory. Wcale nie jestem chory.
Dzień jest wspaniały, ciepły
jak na zimę, jak na jesień chłodny.
Dzień w sam raz do patrzenia. Patrzę
i widzę ceramikę, w przerwie na lunch
Miró i widzę morze Légera;
Lekkie, skomplikowane Metzingery
i Braunera twarde przebudzenie,
jakiś stolik Picassa, różowy.
Jestem dziś zmęczony, ale niezbyt
zmęczony. Wcale nie jestem zmęczony.
A oto Pollock, biały, zło będzie
zatrzymane, jego doskonała ręka
i całe mrowie krótkich podróży. Żaden
płot nie obejmie tej srebrnej przestrzeni.
Wyszły gwiazdy i widać dość
morza pod błyszczącą ziemią
by mnie poniosło w przyszłość
co wcale nie jest taka ciemna. Widzę.
(20 grudnia 1956)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer

Fernand Léger. Kompozycja z dwiema papugami, 1935-1939.
chory. Wcale nie jestem chory.
Dzień jest wspaniały, ciepły
jak na zimę, jak na jesień chłodny.
Dzień w sam raz do patrzenia. Patrzę
i widzę ceramikę, w przerwie na lunch
Miró i widzę morze Légera;
Lekkie, skomplikowane Metzingery
i Braunera twarde przebudzenie,
jakiś stolik Picassa, różowy.
Jestem dziś zmęczony, ale niezbyt
zmęczony. Wcale nie jestem zmęczony.
A oto Pollock, biały, zło będzie
zatrzymane, jego doskonała ręka
i całe mrowie krótkich podróży. Żaden
płot nie obejmie tej srebrnej przestrzeni.
Wyszły gwiazdy i widać dość
morza pod błyszczącą ziemią
by mnie poniosło w przyszłość
co wcale nie jest taka ciemna. Widzę.
(20 grudnia 1956)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer

Fernand Léger. Kompozycja z dwiema papugami, 1935-1939.
CHOPINIANA
Wierzchołki dachów, na całe mile, twarze
z dachówek i cegieł zwrócone ku niebu.
Opada noc i śnieg, i gdzieś
za mną, w tym pokoju, czy też
za jeszcze jednym oknem za
mną? grzmi rewolucyjny fortepian.
Dachy, co opadają jak opada niebo,
i świat się kręci, próbując rozpaczliwie
strząsnąć te twarze z własnej twarzy.
Śnieg pokrywa nas jak gips. Będziemy
tu, tak jak Warszawa, Moskwa, Paryż,
Rotterdam a nawet płochy Wiedeń były tam,
dogorywając pod tą nawałą muzycznego śniegu.
(marzec 1956)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
z dachówek i cegieł zwrócone ku niebu.
Opada noc i śnieg, i gdzieś
za mną, w tym pokoju, czy też
za jeszcze jednym oknem za
mną? grzmi rewolucyjny fortepian.
Dachy, co opadają jak opada niebo,
i świat się kręci, próbując rozpaczliwie
strząsnąć te twarze z własnej twarzy.
Śnieg pokrywa nas jak gips. Będziemy
tu, tak jak Warszawa, Moskwa, Paryż,
Rotterdam a nawet płochy Wiedeń były tam,
dogorywając pod tą nawałą muzycznego śniegu.
(marzec 1956)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
SPANIE NA SKRZYDŁACH
Być może by uniknąć jakiegoś ogromnego smutku
niczym w tragedii jakobickiej gdzie nasz bohater woła "Snu!
Długiego głębokiego snu żeby zapomnieć o tym!"
człowiek się zrywa do lotu nad tym bezbrzeżnym miastem,
łukiem unosząc się z chodnika jak to robi
gołąb gdy trąbi klakson lub trzaskają drzwi, drzwi
marzeń, życie podtrzymywane w wielobarwnych miłościach
i pięknych kłamstwach we wszystkich różnych językach.
Strach też odpada, jak cement, a ty
jesteś nad Atlantykiem. Gdzie jest Hiszpania? gdzie jest
kto? Wojna Domowa miała wyzwolić niewolników,
czyż nie? Nagła wyrwa w powietrzu przypomina o
grawitacji
i twej postawie wobec miłości ludzi. Ale to właśnie
tutaj są bogowie, snujący spekulacje, odurzeni.
Kiedy nie masz oparcia, jesteś wolny, czy umiesz
w to uwierzyć? Nigdy się nie obudzić do smętnej walki
o twarz?
wyruszać zawsze ponad bezosobowy przestwór,
być wiecznie poza, nie wikłać się w nic!
Oczy się przewracają w sen jakby obracał nimi wiatr
a powieki otwierają się z lekkim trzepotem jak skrzydło.
Świat jest lodową górą, tak wiele jest pod powierzchnią!
i było i jest, a jednak ten kształt, on może również
śpi. Tamte rysy wydrapane w lodzie kogoś drogiego
kto zmarł, jesteś rzeźbiarzem śniącym o przestrzeni
i szybkości, mogłaby to zrobić sama twoja ręka.
Ciekawość, namiętna ręka pożądania. Nie żyje,
czy śpi tylko? Czy starczy szybkości? I opadając,
porzucasz wszystko coś uczynił swoim, królestwo
twego przepływającego ja, bo musisz się obudzić
i tchnąć swe ciepło w ten drogi wizerunek
bez względu na to czy jest martwy czy tylko znika,
jak znika przestrzeń i twoja pojedynczość.
(29 grudnia 1955)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
niczym w tragedii jakobickiej gdzie nasz bohater woła "Snu!
Długiego głębokiego snu żeby zapomnieć o tym!"
człowiek się zrywa do lotu nad tym bezbrzeżnym miastem,
łukiem unosząc się z chodnika jak to robi
gołąb gdy trąbi klakson lub trzaskają drzwi, drzwi
marzeń, życie podtrzymywane w wielobarwnych miłościach
i pięknych kłamstwach we wszystkich różnych językach.
Strach też odpada, jak cement, a ty
jesteś nad Atlantykiem. Gdzie jest Hiszpania? gdzie jest
kto? Wojna Domowa miała wyzwolić niewolników,
czyż nie? Nagła wyrwa w powietrzu przypomina o
grawitacji
i twej postawie wobec miłości ludzi. Ale to właśnie
tutaj są bogowie, snujący spekulacje, odurzeni.
Kiedy nie masz oparcia, jesteś wolny, czy umiesz
w to uwierzyć? Nigdy się nie obudzić do smętnej walki
o twarz?
wyruszać zawsze ponad bezosobowy przestwór,
być wiecznie poza, nie wikłać się w nic!
Oczy się przewracają w sen jakby obracał nimi wiatr
a powieki otwierają się z lekkim trzepotem jak skrzydło.
Świat jest lodową górą, tak wiele jest pod powierzchnią!
i było i jest, a jednak ten kształt, on może również
śpi. Tamte rysy wydrapane w lodzie kogoś drogiego
kto zmarł, jesteś rzeźbiarzem śniącym o przestrzeni
i szybkości, mogłaby to zrobić sama twoja ręka.
Ciekawość, namiętna ręka pożądania. Nie żyje,
czy śpi tylko? Czy starczy szybkości? I opadając,
porzucasz wszystko coś uczynił swoim, królestwo
twego przepływającego ja, bo musisz się obudzić
i tchnąć swe ciepło w ten drogi wizerunek
bez względu na to czy jest martwy czy tylko znika,
jak znika przestrzeń i twoja pojedynczość.
(29 grudnia 1955)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
RADIO
Dlaczego w sobotnie popołudnie nadajesz
tak ponurą muzykę, kiedy zmęczony
śmiertelnie zmęczony marzę żeby mi
przypomniano trochę nieśmiertelnej energii?
Przez cały
tydzień gdy ja w muzeum odbywam żmudny
marsz od biurka do biurka ty trwonisz
swoje cudowności Griega i Honeggera
na wszystkich unieruchomionych.
Czyż ja nie jestem
również unieruchomiony, i czy po tygodniu
pracy nie zasługuję na Prokofiewa?
Cóż, mam swego de Kooninga
do którego wzdycham. Jest chyba na nim
pomarańczowe łóżko, więcej niż ucho ogarnie.
(3 grudnia 1955)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
tak ponurą muzykę, kiedy zmęczony
śmiertelnie zmęczony marzę żeby mi
przypomniano trochę nieśmiertelnej energii?
Przez cały
tydzień gdy ja w muzeum odbywam żmudny
marsz od biurka do biurka ty trwonisz
swoje cudowności Griega i Honeggera
na wszystkich unieruchomionych.
Czyż ja nie jestem
również unieruchomiony, i czy po tygodniu
pracy nie zasługuję na Prokofiewa?
Cóż, mam swego de Kooninga
do którego wzdycham. Jest chyba na nim
pomarańczowe łóżko, więcej niż ucho ogarnie.
(3 grudnia 1955)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
Willem de Kooning.
PO OBEJRZENIU W MUSEUM OF MODERN ART PŁÓTNA LARRY RIVERSA "WASZYNGTON PRZEPRAWIA SIĘ PRZEZ DELAWARE"
Dziś kiedy nasz bohater wrócił do nas
w swoich bialych bryczesach i wiemy
że nod mu drży jak flaga pod ostrzałem,
widać jak ta spokojna zimna rzeka wspiera
nasze siły, piękną historię.
Być bardziej rewolucyjnym niż zakonnica
to nasze pragnienie, być świeckim i intymnym
gdy, widząc angielski mundur, usmiechasz się
i naciskasz spust. Obawy
i animozje, płomienne i podsycane
teoretycznym rozważaniem i
te zazdrosne duchowości abstraktu,
robota? są kopciem, kłębami nad
fizycznością wydarzenia. Poszły z dymem.
Widzisz jacy jesteśmy wolni! jako naród jednostek.
Drogi ojcze naszego kraju, tak żywy
musiałeś chyba ciągle kłamać żeby nam być
bliski, oto twe kości skrzyżowane
na mojej piersi, jak zardzewiała skałkówka,
flaga piracka, odważnie poszczególny
i jak nigdy lekki w niejasnym świetle
zimowej przeprawy na brzeg
inny niż ten, po który sięga most.
Nie strzelaj, gdy biel wolności lśni
na twojej lufie, póki generał się nie zlęknie.
(29 listopada 1955)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
Larry Rivers. Wszyngton przeprawia się przez Delaware.
w swoich bialych bryczesach i wiemy
że nod mu drży jak flaga pod ostrzałem,
widać jak ta spokojna zimna rzeka wspiera
nasze siły, piękną historię.
Być bardziej rewolucyjnym niż zakonnica
to nasze pragnienie, być świeckim i intymnym
gdy, widząc angielski mundur, usmiechasz się
i naciskasz spust. Obawy
i animozje, płomienne i podsycane
teoretycznym rozważaniem i
te zazdrosne duchowości abstraktu,
robota? są kopciem, kłębami nad
fizycznością wydarzenia. Poszły z dymem.
Widzisz jacy jesteśmy wolni! jako naród jednostek.
Drogi ojcze naszego kraju, tak żywy
musiałeś chyba ciągle kłamać żeby nam być
bliski, oto twe kości skrzyżowane
na mojej piersi, jak zardzewiała skałkówka,
flaga piracka, odważnie poszczególny
i jak nigdy lekki w niejasnym świetle
zimowej przeprawy na brzeg
inny niż ten, po który sięga most.
Nie strzelaj, gdy biel wolności lśni
na twojej lufie, póki generał się nie zlęknie.
(29 listopada 1955)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
Larry Rivers. Wszyngton przeprawia się przez Delaware.
PRZEMYSŁOWI FILMOWEMU W KRYZYSIE
Nie was, zmizerowane kwartalniki i smagłe czasopisma
z waszą pracowitością i wypadami w kierunku pompatyczności mrówek,
ani ciebie, teatrze eksperymentalny, w którym Spełnienie Emocyjne
zaślubia nieustannie Poetycką Intuicję, ani nie ciebie,
afiszującą się Wielka Opero, oczywista jak ucho (choć ty akurat
bliska jesteś mojemu sercu), ale ciebie, Przemyśle Filmowy,
właśnie ciebie kocham!
W czasach kryzysu musimy wszyscy musimy ciągle na nowo ustalać, kogo kochamy.
I udzielać kredytu tam, gdzie należy: nie mojej
wykrochmalonej niańce, co uczyła mnie
jak być złym i raczej jak nie być złym, niż być dobrym (i z której to nauki
sama ostatnio zrobiła użytek), nie Kościołowi Katolickiemu
co jest w najlepszym razie zbyt uroczystym wstępem do kosmicznej zabawy,
nie Legionowi Amerykańskiemu, który wszystkich nienawidzi, ale wam
wspaniały Srebrny Ekranie, tragiczny Technikolorze,
kochliwy Cinemaskopie,
rozciągająca się Vistawizjo i wstrząsająca Stareofonio, z całym
waszym boskim wymiarem, pogłosem i obrazoburstwem!
Richardowi Barthelmessowi w roli "znośnego" chłopca i na bosaka i w spodniach,
Jeanette MacDonald o płomiennych włosach i ustach,
i długiej, długiej szyi,
Sue Carroll kiedy po wsze czasy siedzi na rozwalonym błotniku samochodu
i się uśmiecha, Ginger Rogers z włosami na pazia jak z kiełbaską
na rozkołysanych ramionach, szybkonogiemu Fredowi Astaire
o głosie melby-z-brzoskwinią,
Ericowi von Stroheim, uwodzicielowi zdyszanych połowic amatorów wspinaczki,
Tarzanom, wszystkim razem i każdemu z osobna (nijak nie umiałbym z siebie wydusić
że od Lexa Barkera wolę Johnny Weissmullera, naprawdę!),
Mae West w futrzastych saniach
z jej burdelowatym blaskiem i odzywkami bez polotu,
Rudolfowi Valentino z nieodłącznym księżycem
co miażdży mocą swoich namiętności i, również
księżycowej, łagodnej Normie Shearer,
Miriam Hopkins, której z jachtu Joela MacCrea wypada kieliszek z szampanem
i która płacze w nakrapiane morze, Clarkowi Gable
ratującemu Gene Tierney
z Rosji i Allanowi Jonesowi ratującemu Kitty Carlisle
przed Harpo Marxem,
Cornelowi Wilde, co kaszle krwią na klawisze fortepianu,
gdy Merle Oberon dalej mu wymyśla,
rozchwianej Marylin Monroe idącej w szpilkach przez Niagara Falls,
głowiącemu się Josephowi Cottenowi i Orsonowi Wellsowi bez głowy,
i Dolores del Rio
jedzącej na lunch orchidee i tłukącej lustra, Glorii Swanson, która wypoczywa,
i Jean Harlow, która wypoczywa i kołysze biodrami,
i Alice Fay, która wypoczywa,
kołysze biodrami i śpiewa, spokojnej i mądrej Myrnie Loy,
Williamowi Powellowi
w jego nienagannej skrojonej ogładzie, rozkwitającej
Elizabeth Taylor, tak, właśnie wam
i wszystkim pozostałym, wielkim i prawie-wielkim,
gwiazdorom i tym na przyczepkę
co przemykacie szybko i wracacie w snach wypowiadając
swoją jedną lub dwie linijki,
do was należy moje serce!
Niech wasz wspaniały widok, brak pośpiechu i wasze kwestie długo
olśniewają przestrzeń, niech pieniądze świata obloką was połyskiem
kiedy po długim dniu pod jupiterami odpoczywacie z twarzą
ku naszemu zbudowaniu pod maseczką, tak jak noc często
zasnuwają chmury
mimo że niebiosa czuwają nad układem gwiazd.
Podtrzymujecie przecież
boski pierwowzór! Kręć się dalej, rolko z celuloidem, gdy
dalej kręci się wielka ziemia!
(15 listopada 1955)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
z waszą pracowitością i wypadami w kierunku pompatyczności mrówek,
ani ciebie, teatrze eksperymentalny, w którym Spełnienie Emocyjne
zaślubia nieustannie Poetycką Intuicję, ani nie ciebie,
afiszującą się Wielka Opero, oczywista jak ucho (choć ty akurat
bliska jesteś mojemu sercu), ale ciebie, Przemyśle Filmowy,
właśnie ciebie kocham!
W czasach kryzysu musimy wszyscy musimy ciągle na nowo ustalać, kogo kochamy.
I udzielać kredytu tam, gdzie należy: nie mojej
wykrochmalonej niańce, co uczyła mnie
jak być złym i raczej jak nie być złym, niż być dobrym (i z której to nauki
sama ostatnio zrobiła użytek), nie Kościołowi Katolickiemu
co jest w najlepszym razie zbyt uroczystym wstępem do kosmicznej zabawy,
nie Legionowi Amerykańskiemu, który wszystkich nienawidzi, ale wam
wspaniały Srebrny Ekranie, tragiczny Technikolorze,
kochliwy Cinemaskopie,
rozciągająca się Vistawizjo i wstrząsająca Stareofonio, z całym
waszym boskim wymiarem, pogłosem i obrazoburstwem!
Richardowi Barthelmessowi w roli "znośnego" chłopca i na bosaka i w spodniach,
Jeanette MacDonald o płomiennych włosach i ustach,
i długiej, długiej szyi,
Sue Carroll kiedy po wsze czasy siedzi na rozwalonym błotniku samochodu
i się uśmiecha, Ginger Rogers z włosami na pazia jak z kiełbaską
na rozkołysanych ramionach, szybkonogiemu Fredowi Astaire
o głosie melby-z-brzoskwinią,
Ericowi von Stroheim, uwodzicielowi zdyszanych połowic amatorów wspinaczki,
Tarzanom, wszystkim razem i każdemu z osobna (nijak nie umiałbym z siebie wydusić
że od Lexa Barkera wolę Johnny Weissmullera, naprawdę!),
Mae West w futrzastych saniach
z jej burdelowatym blaskiem i odzywkami bez polotu,
Rudolfowi Valentino z nieodłącznym księżycem
co miażdży mocą swoich namiętności i, również
księżycowej, łagodnej Normie Shearer,
Miriam Hopkins, której z jachtu Joela MacCrea wypada kieliszek z szampanem
i która płacze w nakrapiane morze, Clarkowi Gable
ratującemu Gene Tierney
z Rosji i Allanowi Jonesowi ratującemu Kitty Carlisle
przed Harpo Marxem,
Cornelowi Wilde, co kaszle krwią na klawisze fortepianu,
gdy Merle Oberon dalej mu wymyśla,
rozchwianej Marylin Monroe idącej w szpilkach przez Niagara Falls,
głowiącemu się Josephowi Cottenowi i Orsonowi Wellsowi bez głowy,
i Dolores del Rio
jedzącej na lunch orchidee i tłukącej lustra, Glorii Swanson, która wypoczywa,
i Jean Harlow, która wypoczywa i kołysze biodrami,
i Alice Fay, która wypoczywa,
kołysze biodrami i śpiewa, spokojnej i mądrej Myrnie Loy,
Williamowi Powellowi
w jego nienagannej skrojonej ogładzie, rozkwitającej
Elizabeth Taylor, tak, właśnie wam
i wszystkim pozostałym, wielkim i prawie-wielkim,
gwiazdorom i tym na przyczepkę
co przemykacie szybko i wracacie w snach wypowiadając
swoją jedną lub dwie linijki,
do was należy moje serce!
Niech wasz wspaniały widok, brak pośpiechu i wasze kwestie długo
olśniewają przestrzeń, niech pieniądze świata obloką was połyskiem
kiedy po długim dniu pod jupiterami odpoczywacie z twarzą
ku naszemu zbudowaniu pod maseczką, tak jak noc często
zasnuwają chmury
mimo że niebiosa czuwają nad układem gwiazd.
Podtrzymujecie przecież
boski pierwowzór! Kręć się dalej, rolko z celuloidem, gdy
dalej kręci się wielka ziemia!
(15 listopada 1955)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
MOJE SERCE
Nie będę płakał na okrągło
ani się na okrągło śmiał,
nie lubię bardziej jednego "tonu" od drugiego.
Chciałbym mieć bezpośredniość kiepskiego filmu,
nie tylko niekasowego gniota, lecz również
zapowiadanego z pompą supergiganta. Chcę być
przynajmniej tak żywy jak ten brud. A jeśli
miłośnik mojego bałaganu powie "To wcale
nie przypomina Franka!", tym lepiej! Czy
noszę tylko ubrania szare i brązowe?
Nie. Do opery wkładam robocze koszule,
często. Chcę chodzić na bosaka,
chcę być ogolony, a moje serce -
nie można polegać na sercu, ale
ta jego lepsza część, moja poezja, jest otwarta.
(1 listopada 1955)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
ani się na okrągło śmiał,
nie lubię bardziej jednego "tonu" od drugiego.
Chciałbym mieć bezpośredniość kiepskiego filmu,
nie tylko niekasowego gniota, lecz również
zapowiadanego z pompą supergiganta. Chcę być
przynajmniej tak żywy jak ten brud. A jeśli
miłośnik mojego bałaganu powie "To wcale
nie przypomina Franka!", tym lepiej! Czy
noszę tylko ubrania szare i brązowe?
Nie. Do opery wkładam robocze koszule,
często. Chcę chodzić na bosaka,
chcę być ogolony, a moje serce -
nie można polegać na sercu, ale
ta jego lepsza część, moja poezja, jest otwarta.
(1 listopada 1955)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
MUZYKA
Jeśli przez chwilę odpoczywam w pobliżu Jeźdźca
i wchodzę do Mayflower Shoppe na kanapkę z kiełbasą z wątróbki,
tamten anioł wygląda tak jakby kierował konia do Bergdorfa
a ja jestem nagi jak obrus, burczą mi nerwy.
I blisko mi do strachu przed wojną i gwiazd co już znikły.
Mam tylko 35 ¢, jedzenie jest tak bez znaczenia!
i strugi wody spryskują miseczki liści
jak młotki szklanego fortepianu. Jeżeli sądzisz
że pod listowiem świata mam lawendowe usta,
muszę zacisnąć pasa.
To jest jak parowóz w ruchu, sezon
udręki i jasności
i moje drzwi otwarte są na te wieczory śniegu
który w połowie zimy osiada lekko na gazetach.
Złap mnie w chusteczkę jak łzę, trąbko
wczesnego popołudnia! w tę mglistą jesień.
Kiedy na Park Avenue zaczną wystawiać choinki
obok opatulonych psów na spacerze zobaczę moje sny,
wykorzystane po trosze nim jeszcze zapłoną te wszystkie barwne światła!
Ale już żadnych fontann i żadnego deszczu,
i sklepy będą otwarte do późna w noc.
(2 października 1954)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
i wchodzę do Mayflower Shoppe na kanapkę z kiełbasą z wątróbki,
tamten anioł wygląda tak jakby kierował konia do Bergdorfa
a ja jestem nagi jak obrus, burczą mi nerwy.
I blisko mi do strachu przed wojną i gwiazd co już znikły.
Mam tylko 35 ¢, jedzenie jest tak bez znaczenia!
i strugi wody spryskują miseczki liści
jak młotki szklanego fortepianu. Jeżeli sądzisz
że pod listowiem świata mam lawendowe usta,
muszę zacisnąć pasa.
To jest jak parowóz w ruchu, sezon
udręki i jasności
i moje drzwi otwarte są na te wieczory śniegu
który w połowie zimy osiada lekko na gazetach.
Złap mnie w chusteczkę jak łzę, trąbko
wczesnego popołudnia! w tę mglistą jesień.
Kiedy na Park Avenue zaczną wystawiać choinki
obok opatulonych psów na spacerze zobaczę moje sny,
wykorzystane po trosze nim jeszcze zapłoną te wszystkie barwne światła!
Ale już żadnych fontann i żadnego deszczu,
i sklepy będą otwarte do późna w noc.
(2 października 1954)
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer
DO LARRY RIVERSA
Martwi cię, że nie piszesz?
Niepotrzebnie. To hołd powietrza po prostu
nie pozwala twym obrazom zostawić cię
w spokoju. I jakiż to poeta zasiadał
kiedykolwiek przed Tycjanem, wyciągał
kajet do wierszowania i zaczynał
brzęczeć? Mój drogi, nie narzekaj.
Robisz to, co ja mogę tylko nazwać.
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer

Larry Rivers, właśc. Yitzroch Loisa Grossberg (ur. 17 sierpnia 1923 w Nowym Jorku, zm. 14 sierpnia 2002 w Nowym Jorku), amerykański malarz, rzeźbiarz i saksofonista jazzowy.
Urodził się na Bronksie w rodzinie żydowskich emigrantów z Ukrainy. W wieku 17 lat zaczął grać bebop w nowojorskich klubach, pięć lat później rozpoczął studia w prestiżowej szkole Juilliard, gdzie zaprzyjaźnił się m.in. z Milesem Davisem. Poznał również Charliego Parkera. Po ukończeniu Juilliard w 1946 porzucił muzykę na rzecz malarstwa, którego uczył się m.in. szkole Hansa Hofmanna i na Uniwersytecie Nowojorskim. Pierwszą wystawę indywidualną pokazał w Jane Street Gallery w 1949 Szybko stał się czołową postacią nowojorskiej bohemy artystycznej, przyjaźnił się m.in. z poetami ze szkoły nowojorskiej (Frank O'Hara). W 1965 doczekał się wielkiej wystawy retrospektywnej w Muzeum Żydowskim.
Jego malarstwo nie poddawało się łatwo klasyfikacjom, zaliczano je czasem do nurtu figuratywnego (obok Willema de Kooninga). Z biegiem lat uznano go za jednego z najważniejszych prekursorów pop artu. Oprócz obrazów tworzył także rzeźby, instalacje i kolaże.
Niepotrzebnie. To hołd powietrza po prostu
nie pozwala twym obrazom zostawić cię
w spokoju. I jakiż to poeta zasiadał
kiedykolwiek przed Tycjanem, wyciągał
kajet do wierszowania i zaczynał
brzęczeć? Mój drogi, nie narzekaj.
Robisz to, co ja mogę tylko nazwać.
Frank O'Hara (1926-1966)
przełożył Piotr Sommer

Larry Rivers, właśc. Yitzroch Loisa Grossberg (ur. 17 sierpnia 1923 w Nowym Jorku, zm. 14 sierpnia 2002 w Nowym Jorku), amerykański malarz, rzeźbiarz i saksofonista jazzowy.
Urodził się na Bronksie w rodzinie żydowskich emigrantów z Ukrainy. W wieku 17 lat zaczął grać bebop w nowojorskich klubach, pięć lat później rozpoczął studia w prestiżowej szkole Juilliard, gdzie zaprzyjaźnił się m.in. z Milesem Davisem. Poznał również Charliego Parkera. Po ukończeniu Juilliard w 1946 porzucił muzykę na rzecz malarstwa, którego uczył się m.in. szkole Hansa Hofmanna i na Uniwersytecie Nowojorskim. Pierwszą wystawę indywidualną pokazał w Jane Street Gallery w 1949 Szybko stał się czołową postacią nowojorskiej bohemy artystycznej, przyjaźnił się m.in. z poetami ze szkoły nowojorskiej (Frank O'Hara). W 1965 doczekał się wielkiej wystawy retrospektywnej w Muzeum Żydowskim.
Jego malarstwo nie poddawało się łatwo klasyfikacjom, zaliczano je czasem do nurtu figuratywnego (obok Willema de Kooninga). Z biegiem lat uznano go za jednego z najważniejszych prekursorów pop artu. Oprócz obrazów tworzył także rzeźby, instalacje i kolaże.
Larry Rivers
Subskrybuj:
Posty (Atom)