Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szałamow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szałamow. Pokaż wszystkie posty

NASZYCH CZASÓW PODANIA...

Naszych czasów podania i wiary
dla potomnych uchronię, zachowam.
Skrobię dłutem po ścianach pieczary
najskąpsze znaki i słowa.

O, niedobrze tutaj się wiedzie
strojnym strofom podniosłej ballady -
zabłąkanym w nasze stulecie
pełne bólu, utraty, zdrady.

Na mogiłach, rzuconych w pustkowie
żłobię kreski, nie znane w tych stronach,
piszę na pamiątkę myszołowom
daty, wyroki, imiona.

Sam bym nie poradził. Z dala, z bliska
podpowiada mewa, kuropatwa,
dwa białe pieski syberyjskie,
lis niebieski... Im też niełatwo.

I czerwonym mrugając ślepiem
gapi się nad mym ramieniem sowa,
lubi słuchać, lekko się kolebiąc,
waży bez pośpiechu moje słowa.

Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny

LEDWIE DOROSŁEM...

Ledwie dorosłem, wszedłem w starość,
noc moja była studobowa.
Cóż, nie umiałem żadną miarą
rozróżniać pięknych wiązań mowy.
Prawda, lecz czasem zaprzęg renów
uchodzić mógł w północnej ciemni
za ławkę szkolną, niedaremną,
za ławkę na rubieżach ziemi.
Tam, gdzie naukę zdobywałem
współczucia dla sąsiednich stworzeń,
gdzie ręce z trudem kartkowały
stronice czarnych, dziwnych książek.
Bieda człowiecza w obnażeniu,
bez ozdób, farbek urzędowych.
Ostatnie są tam przemienienia -
lecz jednostajna wciąż opowieść.
Ona zadana mi do domu,
uczę się praw i prawd koniecznych.
Siądziemy kiedyś, pokryjomu
ja wszystko, wszystko ci wyszepczę.



Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny

PRZEZ CAŁĄ NOC...


Przez cała noc trzepoczą w mózgu słowa
i wyrywają się ze snu, może wtedy krzyczę,
wyznania, żale, gniewy i namowy,
pnie drzew, konary, wbite na nie księżyce.
A wtedy - zdawałoby się - tylko sięgnij,
ledwie o jedno mgnienie tutaj chodzi:
zmyślny, nieznaczny ruch ręki
wystarczy - i pieśń się narodzi.
Zdawałoby się, siłą nadgarstka,
gdy tylko się spręży ścięgniste przedramię - 
potrafię zatrzymać szelesty, odblaski,
promieni księżycowych drganie.
Nie! Przestraszone światłem zapałki
słowa moje cisną się z powrotem,
jak złem doświadczone zwierzaki
wolą mrok, głuszę i duchotę.
I ta pieśń śniąca się, błąkająca po nocy
- chociaż niebo tak o nią prosiłem - 
pojawić się, spojrzeć mi w oczy
nie może, nie ma w niej siły.

Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny

POKŁONIĘ SIĘ NA WSZYSTKIE STRONY...


Pokłonię się na wszystkie strony,
pod księżycem, w widmowych cieniach.
Któryż to raz człowiek bezbronny,
niewinny - prosi przebaczenia.
Ono potrzebą naszą stałą
od czasów, co w pradziejach giną:
by obietnice się spełniały
i zamienia się krew w wino.
Rozstrzygnę w sobie los mój żywy
na wieki - w kilku chwilach trwożnych.
Nie rym, lecz serca nagłe zrywy
moim wyznaniom kres położą.

Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny

TU, W ZAPOMNIANYM WYROBISKU...


Tu, w zapomnianym wyrobisku
tłukę, rozwlekam resztki węgla.
Śmiertelna woń przenika wszystko
i ziemia traci dech w tym piekle.

Zgniją ostatnie belki stropu
i runie umarlackie niebo,
i już przechodząc w pył i popiół
w hardym marzeniu się pogrzebię.

Być młodszym, być nad wami górą
i teraz, kiedy w nicość ruszam - 
moja spękana, ciemna skóro,
moja zmęczona, stara duszo.

Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny

SKARŻYŁEM SIĘ JA DRZEWU...


Skarżyłem się ja drzewu,
ścianie z bierwion spękanych,
i to było pociechą,
że ufały mu ściany.
Wielem płakał z tym drewnem,
znałem jego oddanie.
Mówiliśmy do siebie
znakami i oczami.
Tam, gdzie kamienne ściany,
na pewno bym już zdziczał,
latami bym, wiekami
znosił życie i milczał.

Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny

JESTEM ŻYCIA KRÓTKĄ KRESECZKĄ...


Jestem życia krótką kreseczką,
szczątkiem gałęzi wetkniętej w śnieg,
od głosu mego echo uciekło
gdzieś w pełen zamieci, lodowaty nasz wiek.
Z bytem zaciekłym wciąż na pięści,
nie brałem nigdy z księgi ni ściąg
tego, co wszechświat w sobie mieści
- i tyle klęsk jest moich stąd.
Zbyt często mróz siekł moją skórę,
może dlatego dane mi
prawo tak ostro sądzić naturę
bliźnich i tę, co we mnie tkwi.

Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny

MOGIŁY, SZEREG ZA SZEREGIEM...


Mogiły, szereg za szeregiem - 
Jedyne me wspomnienie,
I ja bym nagi legł pod śniegiem,
Gdyby nie przeznaczenie:

Śpiewać do końca, pieśń dopłakać,
Choćby mi rwał się wątek,
Jak gdyby w życiu umarlaka
Był także i początek.

Warłam Szałamow
przełożył Leszek Engelking

Dominik Woźniak. Mogiła samobójcy.

Z DZIENNIKA ŁOMONOSOWA


Ze śmierci sobie drwi minerał,
Któż by tak prostych prawd dowodził?
On nigdy jeszcze nie umierał,
A i zapewne się nie rodził.

Skał zdrowia chyba nic nie zmoże.
Kamień trwa zawsze równie młody.

Więc życie - bardzo to być może -
Tylko chorobą jest przyrody.

Warłam Szałamow
przełożył Leszek Engelking

Michaił (Michajło) Wasiljewicz Łomonosow (Михаил (Михайло) Васильевич Ломоносов)  – rosyjski uczony i poeta, prekursor chemii fizycznej, twórca Uniwersytetu Moskiewskiego.

Pochodził z pomorskiej rodziny rybackiej, sam nauczył się czytać i pisać. Udało mu się wyjechać do Moskwy, gdzie ukończył szkołę podstawową, a następnie do Petersburga, gdzie chodził do gimnazjum. Jako wyróżniający się uczeń został wysłany na studia do Niemiec. Kształcił się na uniwersytecie w Marburgu (Hesja) pod kierunkiem znanego filozofa Christiana Wolffa. Po powrocie do Rosji objął stanowisko profesora chemii na Petersburskim Uniwersytecie Państwowym. Zorganizował przy uczelni nowoczesne laboratorium. W 1754 zainicjował powołanie państwowego uniwersytetu w Moskwie, który później został nazwany jego imieniem. Był członkiem Petersburskiej Akademii Nauk.

POCIESZ, JEŻELI MOŻESZ...


Pociesz, jeżeli możesz,
Ucisz płacz i westchnienia.
Lecz cóż, nadzieje zmoże
Siła mego wspomnienia.
Kruk go strzeże zziębnięty, 
Nie wie, że bagna w puszczy
Są strasznym lodem ścięte,
Który nigdy nie puści.
Pod błotem, co zakrzepło,
Pod czarnym szkłem się chowa
Gdzieś w wielkiej głębi ciepło
Zamilczanego słowa.


Warłam Szałamow
przełożył Leszek Engelking

MILCZY PTAK...

Milczy ptak i zwierz: jak w grobie,
Nic tu nie zagada.
Wiosna jakby po chorobie
Poszpitalnie blada.

Trawy łachman ją okrywa,
Zżółkły i nadgniły,
I bielizna rozpaczliwa;
Pełznie w nich bez siły.

Sączą je z opuchłych dziąseł
Krople krwi złowieszcze...
Ileż było już tych wiosen,
Ile będzie jeszcze?


Warłam Szałamow
przełożył Leszek Engelking

POŚRÓD DRZEW...


Pośród drzew, zwierząt i kamieni,
Tylko przyrodzie wierząc dzikiej,
Bez ludzi, książek - mowę zmieni
Na wściekłe bestii wykrzykniki.

Na noc się skryje w leśnej głuszy,
Liście rozgrzebie tam zeschnięte
Ten człowiek o zdziczałej duszy,
Co niegdyś był inteligentem.

I kiedy napnie żebrem ciało,
Nie zgadnie, w dziwnej będąc próżni,
Co barwę czarną ma, co białą
I czym od dobra zło się różni.

Lecz w źródle, które bije w lesie,
Umywszy się o pierwszym świcie,
Nagle do góry oczy wzniesie - 
I wyrwie mu się wilcze wycie.

Warłam Szałamow
przełożył Leszek Engelking

Ignacy Bulla. Twarze - krzyk

TE SAME KOPNE ŚNIEGI...


Te same kopne śniegi, co w Awwakuma dobie,
I starowiercza tajga, tych samych pełna trwóg
Można ze świecą szukać, nie znajdzie się tu człowiek -
Już nawet nie przyjaciel, ale chociażby wróg.

Warłam Szałamow
przełożył Leszek Engelking

Alfred Wierusz-Kowalski. Wilki w tajdze.

GDZIE ŻYCIE?


Gdzie życie? Niech otworzy usta,
Niech zaszeleści liściem suchym.
Lecz za plecami  tylko pustka,
Lecz za plecami cisza głucha.
Las czarny mnie napawa lękiem.
Czy w jamę lasu wejść mi trzeba?
Tam pamięć zwykła brać za rękę,
Tam - nie ma nieba.

Warłam Szałamow
przełożył Leszek Engelking

Warłam Tichonowicz Szałamow  -urodził się 5 lipca 1907 roku w Wołogdzie, zmarł  17 stycznia 1982 roku.
Ojciec Szałamowa, Tichon, był duchownym rosyjskiej cerkwi prawosławnej i misjonarzem, matka Nadieżda, nauczycielką. W roku 1914 Szałamow rozpoczął naukę w gimnazjum Aleksandra Błogosławionego, które ukończył w roku 1923. Dwa lata pracował jako garbarz, a w roku 1926 został przyjęty na wydział prawa Uniwersytetu Łomonosowa w Moskwie. Obracał się w kręgach lewicowej opozycji i trockistów, brał udział w demonstracji zorganizowanej dla uczczenia dziesiątej rocznicy rewolucji październikowej, podczas której wznoszono okrzyki "Precz ze Stalinem!", "Zrealizujmy testament Lenina!".
19 lutego 1929 roku został aresztowany, oskarżony o kolportaż tak zwanego "testamentu Lenina" i skazany na trzy lata ciężkich robót w łagrach koło Wiszery na północnym Uralu. Po zwolnieniu w roku 1931 pracował na budowie kombinatu chemicznego w Bierieznikach. W roku 1932 wrócił do Moskwy, gdzie podjął pracę jako dziennikarz. 29 czerwca 1934 roku ożenił się z Galiną Gudź.
12 stycznia 1937 Szałamow został aresztowany po raz drugi, tym razem pod zarzutem "kontrrewolucyjnej działalności trockistowskiej". 2 czerwca 1937 roku skazano go na pięć lat łagru na Kołymie. Kolejny wyrok, 10 lat łagru – standardowy dla radzieckiego wymiaru "sprawiedliwości" "domiar" – otrzymał w roku 1943 za "antyradziecką agitację" na mocy osławionego artykułu 58. Agitacja polegała w tym przypadku na określeniu emigracyjnego pisarza Iwana Bunina, laureata Nagrody Nobla, mianem "klasyka literatury rosyjskiej".
Na Kołymie Szałamow pracował w kopalniach złota, węgla oraz przy wyrębie lasu. Zapadł na tyfus. W roku 1946 był już "dochodiagą" – więźniem na granicy śmierci z wyczerpania. Przeżył dzięki pomocy współwięźnia – lekarza, Andrieja Pantiuchowa, któremu udało się skierować go na kurs felczerski.
13 października 1951 roku Szałamowa zwolniono z obozu, lecz dopiero w roku 1953 udało mu się wyjechać z Kołymy. Jego małżeństwo rozpadło się, córka, która wstąpiła do Komsomołu, pisała w ankietach, że ojciec nie żyje. Chruszczowowska "odwilż" przyniosła mu w roku 1956 rehabilitację, ożenił się powtórnie i zamieszkał w Moskwie. Po przebytej w latach 1957–1958 ciężkiej chorobie otrzymał rentę inwalidzką. Rozwiódł się ponownie w roku 1966. W marcu 1966 poznał Irinę Sirotinską, z którą był już do końca życia.
Wyniszczony fizycznie Szałamow został w roku 1979 umieszczony w domu starców. Tam izolował się od otoczenia, gromadził chleb pod materacem łóżka, owijał szyję ręcznikiem, by go nie skradziono. Sprowadzony prywatnie psychiatra wykluczył chorobę psychiczną (Szałamow nadal dyktował wiersze), jednak wydana we wrześniu 1981 roku opinia oficjalnej komisji lekarskiej, była inna i 15 stycznia 1982 roku pisarza przewieziono do szpitala psychiatrycznego. Dwa dni później zmarł na zapalenie płuc, wywołane prawdopodobnie warunkami transportu.
Pierwsze wiersze Szałamow napisał już w okresie studenckim. Po powrocie z Wiszery pracował w czasopismach propagandowych, udało mu się opublikować też kilka drobnych opowiadań. W początkach 1936 roku w miesięczniku "Oktiabr" ukazało się duże opowiadanie "Trzy śmierci doktora Austino".
Po rehabilitacji został korespondentem literackim czasopisma Moskwa, zaczął też publikować i nawiązywać kontakty z innymi pisarzami - Pasternakiem, Sołżenicynem, Nadieżdą Mandelsztam.
W roku 1961 opublikował "Krzesiwo", swój pierwszy oficjalny zbiór poezji. Potem wyszły następne tomiki: "Szelest liści", "Droga i las", "Moskiewskie obłoki".
W lutym 1972 roku Szałamow zamieścił w prasie radzieckiej protest przeciw publikowaniu jego dzieł na Zachodzie. W 1973 roku został przyjęty do Związku Pisarzy Radzieckich.
W latach 1954–1973 pisał "Opowiadania kołymskie", które przyniosły mu największą sławę. Część z nich krążyła po Związku Radzieckim w samizdacie, na Zachodzie były publikowane prawdopodobnie bez zgody pisarza w wychodzącym w Nowym Jorku piśmie emigracyjnym "Nowyj Żurnał". Całość ukazała się w Londynie w roku 1978.

Część prozy Szałamowa opublikowano pośmiertnie. Wśród ineditów znalazły się opowiadania autobiograficzne, zebrane w wydanym w Paryżu tomie "Zmartwychwstanie modrzewia" oraz "Wiszera. Antypowieść", będąca zbiorem wspomnień z pierwszego pobytu w łagrach.

NASZYCH CZASÓW PODANIA...

Naszych czasów podania i wiary
dla potomnych uchronię, zachowam.
Skrobię dłutem po ścianach pieczary
najskąpsze znaki i słowa.

O, niedobrze tutaj się wiedzie
strojnym strofom podniosłej ballady -
zabłąkanym w nasze stulecie
pełne bólu, utraty, zdrady.

Na mogiłach, rzuconych w pustkowie
żłobię kreski, nie znane w tych stronach,
piszę na pamiątkę myszołowom
daty, wyroki, imiona.

Sam bym nie poradził. Z dala, z bliska
podpowiada mewa, kuropatwa,
dwa białe pieski syberyjskie,
lis niebieski... Im też niełatwo.

I czerwonym mrugając ślepiem
gapi się nad mym ramieniem sowa,
lubi słuchać, lekko się kolebiąc,
waży bez pospiechu moje słowa.


Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny

LEDWIE DOROSŁEM...

Ledwie dorosłem, wszedłem starość,
noc moja była studobowa.
Cóż, nie umiałem żadną miarą
rozróżniać pięknych wiązań mowy.
Prawda, lecz czasem zaprzęg renów
uchodzić mógł w północnej ciemni
za ławkę szkolną, niedaremną,
za ławkę na rubieżach ziemi.
Tam, gdzie naukę zdobywałem
współczucia dla sąsiednich stworzeń,
gdzie ręce z trudem kartkowały
stronice czarnych, dziwnych książek.
Bieda człowiecza w obnażeniu,
bez ozdób, farbek urzędowych.
Ostatnie są tam przemienienia -
lecz jednostajna wciąż opowieść.
Ona zadana mi do domu,
uczę się praw i prawd koniecznych.
Siądziemy kiedyś, pokryjomu
ja wszystko, wszystko ci wyszepczę.


Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny

PRZEZ CAŁĄ NOC...

Przez całą noc trzepocą w mózgu słowa
i wyrywają się ze snu, może wtedy krzyczę,
wyznania, żale, gniewy i namowy,
pnie drzew, konary, wbite na nie księżyce.
A wtedy - zdawałoby się - tylko sięgnij,
ledwie o jedno mgnienie tutaj chodzi:
zmyślny, nieznaczny ruch ręki
wystarczy - i pieśń się narodzi.
Zdawałoby się, siłą nadgarstka,
gdy tylko się spręży ścięgniste przedramię -
potrafię zatrzymać szelesty, odblaski,
promieni księżycowych drganie.
Nie! Przestraszone światłem zapałki
słowa moje cisną się z powrotem,
jak złem doświadczone zwierzaki
wolą mrok, głuszę i duchotę.
I ta pieśń śniąca się, błąkająca po nocy
- chociaż niebo tak o nią prosiłem -
pojawić się, spojrzeć mi w oczy
nie może, nie ma w niej siły.


Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny

POKŁONIĘ SIĘ NA WSZYSTKIE STRONY...

Pokłonię się na wszystkie strony,
pod księżycem, w widmowych cieniach.
Któryż to raz człowiek bezbronny,
niewinny - prosi przebaczenia.
Ono potrzebą naszą stałą
od czasów, co w pradziejach giną:
by obietnice się spełniały
i zamieniała się krew w wino.
Rozstrzygnę w sobie los mój żywy
na wieki - w kilku chwilach trwożnych.
Nie rym, lecz serca nagłe zrywy
moim wyznaniom kres położą.


Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny

TU, W ZAPOMNIANYM WYROBISKU...

Tu, w zapomnianym wyrobisku
tłukę, rozwlekam resztki węgla.
Śmiertelna woń przenika wszystko
i ziemia traci dech w tym piekle.

Zgniją ostatnie belki stropu
i runie umarlackie niebo,
i już przechodząc w pył i popiół
w hardym marzeniu się pogrzebię.

Być młodszym, być nad wami górą
i teraz, kiedy w nicość ruszam -
moja spękana, ciemna skóro,
moja zmęczona, stara duszo.

Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny

SKARŻYŁEM SIĘ JA DRZEWU...

Skarżyłem się ja drzewu,
ścianie z bierwion spękanych,
i to było pociechą,
że ufały mi ściany.
Wielem płakał z tym drewnem,
znałem jego oddanie.
Mówiliśmy do siebie
znakami i oczami.
Tam, gdzie kamienne ściany,
na pewno bym już zdziczał,
latami bym, wiekami
znosił życie i milczał.

Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny