Naszych czasów podania i wiary
dla potomnych uchronię, zachowam.
Skrobię dłutem po ścianach pieczary
najskąpsze znaki i słowa.
O, niedobrze tutaj się wiedzie
strojnym strofom podniosłej ballady -
zabłąkanym w nasze stulecie
pełne bólu, utraty, zdrady.
Na mogiłach, rzuconych w pustkowie
żłobię kreski, nie znane w tych stronach,
piszę na pamiątkę myszołowom
daty, wyroki, imiona.
Sam bym nie poradził. Z dala, z bliska
podpowiada mewa, kuropatwa,
dwa białe pieski syberyjskie,
lis niebieski... Im też niełatwo.
I czerwonym mrugając ślepiem
gapi się nad mym ramieniem sowa,
lubi słuchać, lekko się kolebiąc,
waży bez pośpiechu moje słowa.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny

Etykiety
ACHMADULINA
Achmatowa
Ajgi
ASHBERY
Auden
Barlow
Becher
BELLI
Blake
Blatný
Bobaljević
BOBES
BORGES
Brodski
BROWN
Bruchac
Bunić
Bunin
Burian
BUTTITTA
Campana
Carne
Channing
COHEN
Crijević
Csoóri
Csordás
CWIETAJEWA
Czarenc
Dickinson
Djurdjević
Dobrzyński
DOLCI
Dragojević
Držić
Dudek
Elmslie
Emerson
Fenton
Frenau
Gildner
GOETHE
GUZZI
Haavikko
Halas
HARJO
HEINE
Henson
Hidža
Jabès
Jarrell
Karoniaktatie (Alex A. Jacobs)
KENNY
Kocbek
Koch
Kovács
KUNDERA
Layton
Levertov
LOYNAZ
LUNETTA
Mach
MAGRELLI
Manner
Melville
Menčetić
Moore
MOREJÓN
Nowlan
O'Hara
Ondaatje
ORBÁN
Parker
Pawlikowska-Jasnorzewska
Pessoa
Piechal
PIZARNIK
Poe
PRATT
Queneau
RAINE
Ranjina
Ransom
REANEY
RICCHI
RIOS
RODRIGUEZ
Sandburg
Sarajlić
Schuyler
Senghor
Silva
Slamnig
Słowacki
Souster
STADLER
Stein
Stevens
Swanson
Szałamow
Tadijanović
Tardieu
Taylor
Thoerau
VALDÉS
VERLAINE
Very
Weiner
Wernisch
Whittler
Wylie
WYSOCKI
Yañez
Závada
Zlatarić
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szałamow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szałamow. Pokaż wszystkie posty
LEDWIE DOROSŁEM...
Ledwie dorosłem, wszedłem w starość,
noc moja była studobowa.
Cóż, nie umiałem żadną miarą
rozróżniać pięknych wiązań mowy.
Prawda, lecz czasem zaprzęg renów
uchodzić mógł w północnej ciemni
za ławkę szkolną, niedaremną,
za ławkę na rubieżach ziemi.
Tam, gdzie naukę zdobywałem
współczucia dla sąsiednich stworzeń,
gdzie ręce z trudem kartkowały
stronice czarnych, dziwnych książek.
Bieda człowiecza w obnażeniu,
bez ozdób, farbek urzędowych.
Ostatnie są tam przemienienia -
lecz jednostajna wciąż opowieść.
Ona zadana mi do domu,
uczę się praw i prawd koniecznych.
Siądziemy kiedyś, pokryjomu
ja wszystko, wszystko ci wyszepczę.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
noc moja była studobowa.
Cóż, nie umiałem żadną miarą
rozróżniać pięknych wiązań mowy.
Prawda, lecz czasem zaprzęg renów
uchodzić mógł w północnej ciemni
za ławkę szkolną, niedaremną,
za ławkę na rubieżach ziemi.
Tam, gdzie naukę zdobywałem
współczucia dla sąsiednich stworzeń,
gdzie ręce z trudem kartkowały
stronice czarnych, dziwnych książek.
Bieda człowiecza w obnażeniu,
bez ozdób, farbek urzędowych.
Ostatnie są tam przemienienia -
lecz jednostajna wciąż opowieść.
Ona zadana mi do domu,
uczę się praw i prawd koniecznych.
Siądziemy kiedyś, pokryjomu
ja wszystko, wszystko ci wyszepczę.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
PRZEZ CAŁĄ NOC...
Przez cała noc trzepoczą w mózgu słowa
i wyrywają się ze snu, może wtedy krzyczę,
wyznania, żale, gniewy i namowy,
pnie drzew, konary, wbite na nie księżyce.
A wtedy - zdawałoby się - tylko sięgnij,
ledwie o jedno mgnienie tutaj chodzi:
zmyślny, nieznaczny ruch ręki
wystarczy - i pieśń się narodzi.
Zdawałoby się, siłą nadgarstka,
gdy tylko się spręży ścięgniste przedramię -
potrafię zatrzymać szelesty, odblaski,
promieni księżycowych drganie.
Nie! Przestraszone światłem zapałki
słowa moje cisną się z powrotem,
jak złem doświadczone zwierzaki
wolą mrok, głuszę i duchotę.
I ta pieśń śniąca się, błąkająca po nocy
- chociaż niebo tak o nią prosiłem -
pojawić się, spojrzeć mi w oczy
nie może, nie ma w niej siły.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
POKŁONIĘ SIĘ NA WSZYSTKIE STRONY...
Pokłonię się na wszystkie strony,
pod księżycem, w widmowych cieniach.
Któryż to raz człowiek bezbronny,
niewinny - prosi przebaczenia.
Ono potrzebą naszą stałą
od czasów, co w pradziejach giną:
by obietnice się spełniały
i zamienia się krew w wino.
Rozstrzygnę w sobie los mój żywy
na wieki - w kilku chwilach trwożnych.
Nie rym, lecz serca nagłe zrywy
moim wyznaniom kres położą.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
TU, W ZAPOMNIANYM WYROBISKU...
Tu, w zapomnianym wyrobisku
tłukę, rozwlekam resztki węgla.
Śmiertelna woń przenika wszystko
i ziemia traci dech w tym piekle.
Zgniją ostatnie belki stropu
i runie umarlackie niebo,
i już przechodząc w pył i popiół
w hardym marzeniu się pogrzebię.
Być młodszym, być nad wami górą
i teraz, kiedy w nicość ruszam -
moja spękana, ciemna skóro,
moja zmęczona, stara duszo.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
SKARŻYŁEM SIĘ JA DRZEWU...
Skarżyłem się ja drzewu,
ścianie z bierwion spękanych,
i to było pociechą,
że ufały mu ściany.
Wielem płakał z tym drewnem,
znałem jego oddanie.
Mówiliśmy do siebie
znakami i oczami.
Tam, gdzie kamienne ściany,
na pewno bym już zdziczał,
latami bym, wiekami
znosił życie i milczał.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
JESTEM ŻYCIA KRÓTKĄ KRESECZKĄ...
Jestem życia krótką kreseczką,
szczątkiem gałęzi wetkniętej w śnieg,
od głosu mego echo uciekło
gdzieś w pełen zamieci, lodowaty nasz wiek.
Z bytem zaciekłym wciąż na pięści,
nie brałem nigdy z księgi ni ściąg
tego, co wszechświat w sobie mieści
- i tyle klęsk jest moich stąd.
Zbyt często mróz siekł moją skórę,
może dlatego dane mi
prawo tak ostro sądzić naturę
bliźnich i tę, co we mnie tkwi.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
MOGIŁY, SZEREG ZA SZEREGIEM...
Mogiły, szereg za szeregiem -
Jedyne me wspomnienie,
I ja bym nagi legł pod śniegiem,
Gdyby nie przeznaczenie:
Śpiewać do końca, pieśń dopłakać,
Choćby mi rwał się wątek,
Jak gdyby w życiu umarlaka
Był także i początek.
Warłam Szałamow
Z DZIENNIKA ŁOMONOSOWA
Ze śmierci sobie drwi minerał,
Któż by tak prostych prawd dowodził?
On nigdy jeszcze nie umierał,
A i zapewne się nie rodził.
Skał zdrowia chyba nic nie zmoże.
Kamień trwa zawsze równie młody.
Więc życie - bardzo to być może -
Tylko chorobą jest przyrody.
Warłam Szałamow
przełożył Leszek Engelking
Michaił (Michajło) Wasiljewicz Łomonosow (Михаил
(Михайло) Васильевич Ломоносов) – rosyjski uczony
i poeta, prekursor chemii fizycznej, twórca Uniwersytetu Moskiewskiego.
Pochodził z pomorskiej rodziny rybackiej, sam
nauczył się czytać i pisać. Udało mu się wyjechać do Moskwy, gdzie
ukończył szkołę podstawową, a następnie do Petersburga, gdzie chodził do
gimnazjum. Jako wyróżniający się uczeń został wysłany na studia do Niemiec.
Kształcił się na uniwersytecie w Marburgu (Hesja) pod kierunkiem
znanego filozofa Christiana Wolffa. Po powrocie do Rosji objął stanowisko
profesora chemii na Petersburskim Uniwersytecie Państwowym. Zorganizował
przy uczelni nowoczesne laboratorium. W 1754 zainicjował powołanie państwowego
uniwersytetu w Moskwie, który później został nazwany jego imieniem. Był
członkiem Petersburskiej Akademii Nauk.
POCIESZ, JEŻELI MOŻESZ...
Pociesz, jeżeli możesz,
Ucisz płacz i westchnienia.
Lecz cóż, nadzieje zmoże
Siła mego wspomnienia.
Kruk go strzeże zziębnięty,
Nie wie, że bagna w puszczy
Są strasznym lodem ścięte,
Który nigdy nie puści.
Pod błotem, co zakrzepło,
Pod czarnym szkłem się chowa
Gdzieś w wielkiej głębi ciepło
Zamilczanego słowa.
Warłam Szałamow
przełożył Leszek Engelking
MILCZY PTAK...
Milczy ptak i zwierz: jak w grobie,
Nic tu nie zagada.
Wiosna jakby po chorobie
Poszpitalnie blada.
Trawy łachman ją okrywa,
Zżółkły i nadgniły,
I bielizna rozpaczliwa;
Pełznie w nich bez siły.
Sączą je z opuchłych dziąseł
Krople krwi złowieszcze...
Ileż było już tych wiosen,
Ile będzie jeszcze?
Nic tu nie zagada.
Wiosna jakby po chorobie
Poszpitalnie blada.
Trawy łachman ją okrywa,
Zżółkły i nadgniły,
I bielizna rozpaczliwa;
Pełznie w nich bez siły.
Sączą je z opuchłych dziąseł
Krople krwi złowieszcze...
Ileż było już tych wiosen,
Ile będzie jeszcze?
Warłam Szałamow
przełożył Leszek Engelking
POŚRÓD DRZEW...
Pośród drzew, zwierząt i kamieni,
Tylko przyrodzie wierząc dzikiej,
Bez ludzi, książek - mowę zmieni
Na wściekłe bestii wykrzykniki.
Na noc się skryje w leśnej głuszy,
Liście rozgrzebie tam zeschnięte
Ten człowiek o zdziczałej duszy,
Co niegdyś był inteligentem.
I kiedy napnie żebrem ciało,
Nie zgadnie, w dziwnej będąc próżni,
Co barwę czarną ma, co białą
I czym od dobra zło się różni.
Lecz w źródle, które bije w lesie,
Umywszy się o pierwszym świcie,
Nagle do góry oczy wzniesie -
I wyrwie mu się wilcze wycie.
Warłam Szałamow
TE SAME KOPNE ŚNIEGI...
Te same kopne śniegi, co w Awwakuma dobie,
I starowiercza tajga, tych samych pełna trwóg
Można ze świecą szukać, nie znajdzie się tu człowiek -
Już nawet nie przyjaciel, ale chociażby wróg.
Warłam Szałamow
GDZIE ŻYCIE?
Gdzie życie? Niech otworzy usta,
Niech zaszeleści liściem suchym.
Lecz za plecami tylko pustka,
Lecz za plecami cisza głucha.
Las czarny mnie napawa lękiem.
Czy w jamę lasu wejść mi trzeba?
Tam pamięć zwykła brać za rękę,
Tam - nie ma nieba.
Warłam Szałamow
przełożył Leszek Engelking
Warłam Tichonowicz Szałamow -urodził się 5 lipca 1907
roku w Wołogdzie, zmarł 17 stycznia 1982 roku.

19 lutego 1929 roku został aresztowany, oskarżony o
kolportaż tak zwanego "testamentu Lenina" i skazany na trzy lata
ciężkich robót w łagrach koło Wiszery na północnym Uralu. Po
zwolnieniu w roku 1931 pracował na budowie kombinatu chemicznego w Bierieznikach.
W roku 1932 wrócił do Moskwy, gdzie podjął pracę jako dziennikarz. 29 czerwca
1934 roku ożenił się z Galiną Gudź.
12 stycznia 1937 Szałamow został aresztowany po raz drugi,
tym razem pod zarzutem "kontrrewolucyjnej działalności
trockistowskiej". 2 czerwca 1937 roku skazano go na pięć lat łagru na Kołymie.
Kolejny wyrok, 10 lat łagru – standardowy dla radzieckiego wymiaru
"sprawiedliwości" "domiar" – otrzymał w roku 1943 za
"antyradziecką agitację" na mocy osławionego artykułu 58.
Agitacja polegała w tym przypadku na określeniu emigracyjnego pisarza Iwana
Bunina, laureata Nagrody Nobla, mianem "klasyka literatury
rosyjskiej".
Na Kołymie Szałamow pracował w kopalniach złota, węgla oraz
przy wyrębie lasu. Zapadł na tyfus. W roku 1946 był już
"dochodiagą" – więźniem na granicy śmierci z wyczerpania. Przeżył
dzięki pomocy współwięźnia – lekarza, Andrieja Pantiuchowa, któremu udało się
skierować go na kurs felczerski.
13 października 1951 roku Szałamowa zwolniono z obozu, lecz
dopiero w roku 1953 udało mu się wyjechać z Kołymy. Jego małżeństwo rozpadło
się, córka, która wstąpiła do Komsomołu, pisała w ankietach, że ojciec nie
żyje. Chruszczowowska "odwilż" przyniosła mu w roku 1956
rehabilitację, ożenił się powtórnie i zamieszkał w Moskwie. Po przebytej w
latach 1957–1958 ciężkiej chorobie otrzymał rentę inwalidzką. Rozwiódł się
ponownie w roku 1966. W marcu 1966 poznał Irinę Sirotinską, z którą był już do
końca życia.
Wyniszczony fizycznie Szałamow został w roku 1979
umieszczony w domu starców. Tam izolował się od otoczenia, gromadził chleb pod
materacem łóżka, owijał szyję ręcznikiem, by go nie skradziono. Sprowadzony
prywatnie psychiatra wykluczył chorobę psychiczną (Szałamow nadal dyktował
wiersze), jednak wydana we wrześniu 1981 roku opinia oficjalnej komisji
lekarskiej, była inna i 15 stycznia 1982 roku pisarza przewieziono do szpitala
psychiatrycznego. Dwa dni później zmarł na zapalenie płuc, wywołane
prawdopodobnie warunkami transportu.
Pierwsze wiersze Szałamow napisał już w okresie studenckim.
Po powrocie z Wiszery pracował w czasopismach propagandowych, udało mu się
opublikować też kilka drobnych opowiadań. W początkach 1936 roku w miesięczniku
"Oktiabr" ukazało się duże opowiadanie "Trzy śmierci doktora
Austino".
Po rehabilitacji został korespondentem literackim czasopisma
Moskwa, zaczął też publikować i nawiązywać kontakty z innymi pisarzami - Pasternakiem, Sołżenicynem, Nadieżdą
Mandelsztam.
W roku 1961 opublikował "Krzesiwo", swój pierwszy
oficjalny zbiór poezji. Potem wyszły następne tomiki: "Szelest
liści", "Droga i las", "Moskiewskie obłoki".
W lutym 1972 roku Szałamow zamieścił w prasie radzieckiej
protest przeciw publikowaniu jego dzieł na Zachodzie. W 1973 roku został
przyjęty do Związku Pisarzy Radzieckich.
W latach 1954–1973 pisał "Opowiadania kołymskie",
które przyniosły mu największą sławę. Część z nich krążyła po Związku
Radzieckim w samizdacie, na Zachodzie były publikowane prawdopodobnie bez
zgody pisarza w wychodzącym w Nowym Jorku piśmie emigracyjnym "Nowyj
Żurnał". Całość ukazała się w Londynie w roku 1978.
Część prozy Szałamowa opublikowano pośmiertnie. Wśród
ineditów znalazły się opowiadania autobiograficzne, zebrane w wydanym w Paryżu
tomie "Zmartwychwstanie modrzewia" oraz "Wiszera.
Antypowieść", będąca zbiorem wspomnień z pierwszego pobytu w łagrach.
NASZYCH CZASÓW PODANIA...
Naszych czasów podania i wiary
dla potomnych uchronię, zachowam.
Skrobię dłutem po ścianach pieczary
najskąpsze znaki i słowa.
O, niedobrze tutaj się wiedzie
strojnym strofom podniosłej ballady -
zabłąkanym w nasze stulecie
pełne bólu, utraty, zdrady.
Na mogiłach, rzuconych w pustkowie
żłobię kreski, nie znane w tych stronach,
piszę na pamiątkę myszołowom
daty, wyroki, imiona.
Sam bym nie poradził. Z dala, z bliska
podpowiada mewa, kuropatwa,
dwa białe pieski syberyjskie,
lis niebieski... Im też niełatwo.
I czerwonym mrugając ślepiem
gapi się nad mym ramieniem sowa,
lubi słuchać, lekko się kolebiąc,
waży bez pospiechu moje słowa.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
dla potomnych uchronię, zachowam.
Skrobię dłutem po ścianach pieczary
najskąpsze znaki i słowa.
O, niedobrze tutaj się wiedzie
strojnym strofom podniosłej ballady -
zabłąkanym w nasze stulecie
pełne bólu, utraty, zdrady.
Na mogiłach, rzuconych w pustkowie
żłobię kreski, nie znane w tych stronach,
piszę na pamiątkę myszołowom
daty, wyroki, imiona.
Sam bym nie poradził. Z dala, z bliska
podpowiada mewa, kuropatwa,
dwa białe pieski syberyjskie,
lis niebieski... Im też niełatwo.
I czerwonym mrugając ślepiem
gapi się nad mym ramieniem sowa,
lubi słuchać, lekko się kolebiąc,
waży bez pospiechu moje słowa.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
LEDWIE DOROSŁEM...
Ledwie dorosłem, wszedłem starość,
noc moja była studobowa.
Cóż, nie umiałem żadną miarą
rozróżniać pięknych wiązań mowy.
Prawda, lecz czasem zaprzęg renów
uchodzić mógł w północnej ciemni
za ławkę szkolną, niedaremną,
za ławkę na rubieżach ziemi.
Tam, gdzie naukę zdobywałem
współczucia dla sąsiednich stworzeń,
gdzie ręce z trudem kartkowały
stronice czarnych, dziwnych książek.
Bieda człowiecza w obnażeniu,
bez ozdób, farbek urzędowych.
Ostatnie są tam przemienienia -
lecz jednostajna wciąż opowieść.
Ona zadana mi do domu,
uczę się praw i prawd koniecznych.
Siądziemy kiedyś, pokryjomu
ja wszystko, wszystko ci wyszepczę.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
noc moja była studobowa.
Cóż, nie umiałem żadną miarą
rozróżniać pięknych wiązań mowy.
Prawda, lecz czasem zaprzęg renów
uchodzić mógł w północnej ciemni
za ławkę szkolną, niedaremną,
za ławkę na rubieżach ziemi.
Tam, gdzie naukę zdobywałem
współczucia dla sąsiednich stworzeń,
gdzie ręce z trudem kartkowały
stronice czarnych, dziwnych książek.
Bieda człowiecza w obnażeniu,
bez ozdób, farbek urzędowych.
Ostatnie są tam przemienienia -
lecz jednostajna wciąż opowieść.
Ona zadana mi do domu,
uczę się praw i prawd koniecznych.
Siądziemy kiedyś, pokryjomu
ja wszystko, wszystko ci wyszepczę.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
PRZEZ CAŁĄ NOC...
Przez całą noc trzepocą w mózgu słowa
i wyrywają się ze snu, może wtedy krzyczę,
wyznania, żale, gniewy i namowy,
pnie drzew, konary, wbite na nie księżyce.
A wtedy - zdawałoby się - tylko sięgnij,
ledwie o jedno mgnienie tutaj chodzi:
zmyślny, nieznaczny ruch ręki
wystarczy - i pieśń się narodzi.
Zdawałoby się, siłą nadgarstka,
gdy tylko się spręży ścięgniste przedramię -
potrafię zatrzymać szelesty, odblaski,
promieni księżycowych drganie.
Nie! Przestraszone światłem zapałki
słowa moje cisną się z powrotem,
jak złem doświadczone zwierzaki
wolą mrok, głuszę i duchotę.
I ta pieśń śniąca się, błąkająca po nocy
- chociaż niebo tak o nią prosiłem -
pojawić się, spojrzeć mi w oczy
nie może, nie ma w niej siły.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
i wyrywają się ze snu, może wtedy krzyczę,
wyznania, żale, gniewy i namowy,
pnie drzew, konary, wbite na nie księżyce.
A wtedy - zdawałoby się - tylko sięgnij,
ledwie o jedno mgnienie tutaj chodzi:
zmyślny, nieznaczny ruch ręki
wystarczy - i pieśń się narodzi.
Zdawałoby się, siłą nadgarstka,
gdy tylko się spręży ścięgniste przedramię -
potrafię zatrzymać szelesty, odblaski,
promieni księżycowych drganie.
Nie! Przestraszone światłem zapałki
słowa moje cisną się z powrotem,
jak złem doświadczone zwierzaki
wolą mrok, głuszę i duchotę.
I ta pieśń śniąca się, błąkająca po nocy
- chociaż niebo tak o nią prosiłem -
pojawić się, spojrzeć mi w oczy
nie może, nie ma w niej siły.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
POKŁONIĘ SIĘ NA WSZYSTKIE STRONY...
Pokłonię się na wszystkie strony,
pod księżycem, w widmowych cieniach.
Któryż to raz człowiek bezbronny,
niewinny - prosi przebaczenia.
Ono potrzebą naszą stałą
od czasów, co w pradziejach giną:
by obietnice się spełniały
i zamieniała się krew w wino.
Rozstrzygnę w sobie los mój żywy
na wieki - w kilku chwilach trwożnych.
Nie rym, lecz serca nagłe zrywy
moim wyznaniom kres położą.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
pod księżycem, w widmowych cieniach.
Któryż to raz człowiek bezbronny,
niewinny - prosi przebaczenia.
Ono potrzebą naszą stałą
od czasów, co w pradziejach giną:
by obietnice się spełniały
i zamieniała się krew w wino.
Rozstrzygnę w sobie los mój żywy
na wieki - w kilku chwilach trwożnych.
Nie rym, lecz serca nagłe zrywy
moim wyznaniom kres położą.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
TU, W ZAPOMNIANYM WYROBISKU...
Tu, w zapomnianym wyrobisku
tłukę, rozwlekam resztki węgla.
Śmiertelna woń przenika wszystko
i ziemia traci dech w tym piekle.
Zgniją ostatnie belki stropu
i runie umarlackie niebo,
i już przechodząc w pył i popiół
w hardym marzeniu się pogrzebię.
Być młodszym, być nad wami górą
i teraz, kiedy w nicość ruszam -
moja spękana, ciemna skóro,
moja zmęczona, stara duszo.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
tłukę, rozwlekam resztki węgla.
Śmiertelna woń przenika wszystko
i ziemia traci dech w tym piekle.
Zgniją ostatnie belki stropu
i runie umarlackie niebo,
i już przechodząc w pył i popiół
w hardym marzeniu się pogrzebię.
Być młodszym, być nad wami górą
i teraz, kiedy w nicość ruszam -
moja spękana, ciemna skóro,
moja zmęczona, stara duszo.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
SKARŻYŁEM SIĘ JA DRZEWU...
Skarżyłem się ja drzewu,
ścianie z bierwion spękanych,
i to było pociechą,
że ufały mi ściany.
Wielem płakał z tym drewnem,
znałem jego oddanie.
Mówiliśmy do siebie
znakami i oczami.
Tam, gdzie kamienne ściany,
na pewno bym już zdziczał,
latami bym, wiekami
znosił życie i milczał.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
ścianie z bierwion spękanych,
i to było pociechą,
że ufały mi ściany.
Wielem płakał z tym drewnem,
znałem jego oddanie.
Mówiliśmy do siebie
znakami i oczami.
Tam, gdzie kamienne ściany,
na pewno bym już zdziczał,
latami bym, wiekami
znosił życie i milczał.
Warłam Szałamow
przełożył Aleksander Ziemny
Subskrybuj:
Posty (Atom)