Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wernisch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wernisch. Pokaż wszystkie posty

WCZORAJ NA TEJ SAMEJ ULICY

Pavlowi  Šrutowi

Wczoraj na tej samej ulicy
w knajpie za szybą stali pijacy
tak samo jak dzisiaj
A śnieg tak dziwnie padał
było tak smutno
smutniej niż kiedy indziej
Chyba dlatego że był to wczorajszy dzień


Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking


Pavel Šrut, czeski poeta i pisarz.
Po ukończeniu studiów w 1967 roku  na  Uniwersytecie Karola w Pradze, gdzie studiował filologię angielską i hiszpańską, Śrut pracował jako redaktor w wydawnictwie. Od 1972 roku pracuje jako niezależny autor i tłumacz. Wraz z innymi poetami, takimi jak Ivan Wernisch i Petr Kabeš, Šrut należy do słynnego pokolenia czeskich poetów, którzy opublikowali swoje pierwsze książki w 1960 roku. Podobnie jak wielu mu współczesnych, nie wolno mu było nic publikować poza książkami dla dzieci. Często współpracuje z wielokrotnie nagradzaną czeską malarką, ilustratorką i reżyserką filmów animowanych - Galiną Miklínovą (np. Verunka kokosový Dědek (2004).

Poza poezją oraz literaturą dziecięcą Pavel Šrut zajmuje się tłumaczeniem z języka angielskiego i hiszpańskiego. Przełożył na czeski teksty Dylana Thomasa, Roberta Graves’a, DH Lawrence’a, Leonarda Cohena, Johna Ubdike’a  i innych.  

ZACZYNA SIĘ WCZORAJSZY DZIEŃ


Godzina poranna
słyszę jak pluska fontanna
W domu naprzeciw potem
żaluzje rwą w górę z grzechotem
Później skrzypienie kraty
Oczy się kleją nogi jak z waty
Zaczyna się wczorajszy dzień

Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking

Aleksander Gierymski. Fontanna, studium do obrazu "W altanie".

O ZMIERZCHU


Okna się zapalają
Rzeźnik ściąga roletę
A w uliczce
Niepewne kroki
Wczorajszej kobiety
Poznaje mnie pan?
Czy to ja?
Czy to jeszcze ja?
Proszę pana?

Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking

Vincent van Gogh. Taras kawiarni nocą.

PONIEWAŻ WE ŚNIE PODRÓŻUJĘ


Ponieważ we śnie podróżuję
nie budzę się tam gdzie zasnąłem
ale w innym mieście
pośród innych ludzi
i innych rupieci
bardziej nużących niż wczoraj

Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking

Mary Sonya Conti. Księżyc.

POŻEGNANIE


W oddali dzwon
Już tylko dzwonek
Dzwoneczek
Brzęka

Na końcu parku
Dom
Domek
Domeczek
Jest jak zegar z kolumienkami

Moi przyjaciele
Są stale mniejsi
I mniejsi
A moja mała przyjaciółka
Ginie
W ich gromadce.

Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking

Krystyna Jasińska. Domek.

NUŻE, DROGA NATALKO


Nuże, droga Natalko, proszę brać jeszcze
tego kurczaka, nie trzeba się mnie bać
jestem uczciwym łowcą dzikich kozłów z Sabaudii
który nie pragnie niczego na świecie
prócz wina i słodyczy i ubrania z jedwabiu
i fortepianu i lutni i wysokich luster

dobrze by też było gdzieś na uboczu
daleko od miasta kupić sobie
maleńkie gospodarstwo
i w lecie uprawiać rolę, pić mleko
i zwozić snopki do stodoły

droga Natalko pani też
czuje się stworzona do radości?
słyszy pani dzwonki krów?
głosy rogów na stokach gór?
proszę spojrzeć: ogniście połyskują lodowce
mgła wieczorna snuje się
w dolinach


Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking

Teodor Axentowicz. Dziewczyna w czerwonej chuście.

UKŁADANKA Z KOŚCI...


Układanka z kości
rozrzucona po lesie
Co z tego będzie
Człowiek lub zwierzę
albo coś
pośredniego

Na polu na ścieżce
klocki z mgły
Co z tego będzie
Świergocące drzewo
szczekający płot
i piejący dach
bzykające okna
jakoż i komin
przez który to wszystko uleci.

Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking

Otto Wild. Pejzaż wiejski.

ŚNIEG W BETLEJEM...


Śnieg w Betlejem wszędzie,
niewiniątka w rowie z wapnem,
pocięgiem bić będziem,
jak cię, Jezusiku, chlapniem.

Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking

Pieter Bruegel. Pokłon trzech króli na śniegu.

TYLKO ZAPACH


Już tylko zapach
nocnych kwiatów,
róż, które przed rankiem opadają...

Tam gdzie w nocy były
ogrody i sady,
są o świtaniu
nagie skały,

tam gdzie byś w nocy
chodził ścieżynkami
w księżycowym świetle,
tam jest o świtaniu
wrzosowisko; wydmy
z odrobiną wrzosów...


Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking

Diana Hołod. Wrzosowisko.

RĘKA SŁAWY


z tomu KUKIEŁKI
Jak Jezus po jeziorze
po śniegu przeszła noc,
ptasi skrzekot taki samotny...
a koło bodziaku
ręce złodziejskie
ucięte po łokieć.

Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking

Łukasz Prządka. Złodziej czasu.

A TEGO ROKU W MU...


- czy jest tam Waleria? Jest z tobą i pyta: "dlaczego
od takiego wesołego stołu, mój kochany" - albo cię
przekonuje: "dlaczegóż to w takiej wesołej chwili,
mój kochany?"

Tego roku w Mu... KOLACJA W LESIE - To jest sen
chyba jeszcze gdzieś z zeszłego roku: przy talerzu
z czarnymi bziankami, za koszykiem jarzębin
siedziała już Waleria, za nią opierał się wujaszek
Prochor i mówił, i mówił, chyba do Babuni, której
ja przez świece nie widziałem. Szeleścił mój
papierowy kołnierz.

I dzwoniono na Anioł Pański... To i tylko to jest
z tego snu; oprócz jarzębin i koszyka z nieszpułkami.
ANIOŁ PAŃSKI, NIESZPUŁKI I PAPIEROWY KOŁNIERZ. Stół
w lesie jest skądinąd, o tym sam sobie opowiadałem - 
o wesołej uczcie, na której jestem taki kochany.

A TEGO ROKU W Mu...

- czy jest tam Waleria? Jest z tobą i pyta: "dlaczego
od takiego wesołego stołu, mój kochany" - albo cię
przekonuje: "dlaczegóż to w takiej wesołej chwili,
mój kochany?"

Tego roku w Mu... KOLACJA W LESIE - To jest sen
chyba jeszcze gdzieś z zeszłego roku: przy talerzu
z czarnymi bziankami, za koszykiem jarzębin
siedzi już Agłaja, za nią opiera się wujaszek Prochor
i mówi, i mówi, chyba do Babuni, której ja przez
świecę nie widzę. Szeleści mój papierowy kołnierz.

Piję z cynowego pawia. To i tylko to jest z tego
snu; oprócz jarzębin i koszyka z nieszpułkami.
ANIOŁ PAŃSKI, NIESZPUŁKI I CYNOWY PAW. Słuchaj:
leśnych marionetek pohukiwanie i kwik, to latarnia
Prochora je płoszy, i deszcz, płoszy je cień,
czarna Agłaja na ścieżce stąd.


Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking


Jean François Millet. Anioł Pański podczas kopania ziemniaków.

POŁÓW


z tomu WYDRĄŻONY BRZEG

W mym więcierzu
jest szczur
i kamyk,

w mym więcierzu
jest szczur -
nęcę na niego.

Wodny wiatr
trawę wplata
w trzciny,

wzbija igliwie
a innego szczura
turla po dnie.

Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking

Otto Trott. Stary mężczyzna zarzuca sieć.

KRAJANIE RYB


Postawiliśmy kosze z rybami w pomieszczeniu z długim
stołem i półką, w którą wetknięte były noże i skrobaczki.
- Pośpieszcie się - powiedział ktoś na schodach. -
Pospieszcie się, zanim nie przypłyną pozostałe promy.

- Zgarnij rybie głowy - powiedział ktoś inny. - w łodzi
jest pusty koszyk.

Budy miały wszędzie naokoło okna i na białym piasku
były nieomal przeźroczyste, widziało się przez nie
jezioro rozciągające się za nimi. W koszu była lutnia
i kapelusz, który pasowałby do moich czarnych spodni.
Spytałem chłopca siedzącego na ławeczce, czy jest
lutnikiem.

- Nie - odparł.
- To kapelusz lutnika - powiedziałem.

W budach śpiesznie sprzątano.

Widziałem jak po jeziorze płyną promy, o których
się mówiło. Siedzieli tam ludzie z fletami, z lutniami
i ze strzelbami. - Tego słyszeć nie chcę - powiedział
chłopiec. - Odpływamy.

- Ostatni raz słyszymy na jeziorze flety - powiedział.

Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking

Christian Valentinusen. Rybacy.

SEN O ZIMOWYM LETNISKU


Twoje obrazki Heleno.
Ten z ogrodem,
z ceglanym murem z trzech stron,
pilnowanym przez stróża.
Krzewy mają kocie pazurki,
zegarek stróża tyka z drugiego końca ogrodu.
Twoje obrazki są podobne
do niektórych moich snów.
Do snu o ogrodzie.
Do snu o zimowym letnisku.
Do snu o promach na jeziorze.
Do snu o ogrodach i o łajbach.
Twoje obrazki, Heleno,
są podobne do moich powracających snów,
ten z ogrodem,
ten z jeziorem,
ten z zimą.
Ten ze smutnymi obliczami zwierząt.
Zegarek stróża tyka z drugiego końca ogrodu.
Krzewy
mają kocie pazurki.
Na twoich obrazkach gra się na tamburynie.

Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking

Ewa Mitura. Pejzaż zimowy.

MARZYĆ


W klasztorze na skraju Himalajów,
gromadzić stosy książek tak ciężkich, żeby ziemski
lektor unieść ich nie zdołał,
ufać, że bóg najbliższej góry
rozepnie klamrę i sam dopisze
parę własnych uwag
na marginesie mojego wiersza

Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking

Ivan Wernisch  - czeski poeta, redaktor i artysta uprawiający collage.
W 1961roku, po opublikowaniu debiutanckiego tomiku poetyckiego, szybko umocnił się na pozycji jednego z najlepszych i najbardziej cenionych poetów swojego pokolenia. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych przygotował wiele audycji radiowych na temat sławnych poetów z całego świata (w których często dawał wyraz swojemu upodobaniu do mistyfikacji, posługując się przy tej okazji utworami własnymi), ale jego własne książki nie zostały opublikowane do czasu Aksamitnej Rewolucji. 
Tłumaczył także z niemieckiego, flamandzkiego, włoskiego, łacińskiego, francuskiego i rosyjskiego.

Jego pierwszych kilka książek utrzymanych było w zabawnej stylistyce. Potem jednak jego poezja przeniknięta była sennością i absurdem. Od 1989 roku jego utwory poetyckie, pełne obrazków opartych na neologizmach, absurdalnych przestrzeniach i pseudocytatach z innych pisarzy, stały się smutne, wręcz tragiczne. Czerpie inspiracje zarówno z dadaizmu jak i z ekspresjonizmu. Jego książki były tłumaczone na niemiecki, włoski, ukraiński, polski i angielski. Ivan Wernisch mieszka w Pradze.

ŻAL

z tomu ZIMOWE LETNISKO
ŻAL

1
Święta Marca Chagalla

Ho,ho, błazenek nie jest błazenkiem,
a jedzie na krowie, a krowa ma na szyi kartkę,
gdzie stoi napisane "dzisiaj i wczoraj było święto",
dziś mi będzie odpuszczone,
com kiedykolwiek uczynił,
odprawiony jestem
ze służby królewskiej,
który mam krowy wszędzie na ziemi.

Błazenek nie jest błazenkiem,
a król jego jest moim królem,
jego dzieci mymi dziećmi.
Wczoraj nam przekazano,
idźcie a przynieście mi głowę
wesołej Jezabel,
idźcie a przynieście jej śliczną głowę,
albo pokutować będziecie za to, co już wam odpuszczono,
o plackach i suszonych jabłkach,
o gryzieniu mysim.

Idźcie, moje dzieci, śpieszcie,
zamysł mój do czynu przywieść,
bądźcie panami krowom
a i świętom,
jedźcie a przynieście mi głowę Jezabel.
Ho, ho, błazenek nie jest błazenkiem.

2
Żal

Ho, ho, nie jest błazenkiem,
a nie na krowie nadjeżdża, lecz na koniu,
wiezie ze sobą śliczną głowę
za zawojem czarnym z włosów jeno,
głowę Jezabel, jej śliczną głowę,
gotówem zapłakać.

Ho, ho, nie jest błazenkiem,
jest władcą krów i świąt,
które się pasą wszędzie na ziemi,
jest ich władcą, wiezie z sobą
głowę Jezabel, jej śliczną głowę, 
gotówem zapłakać.

Ivan Wernisch
przełożył Leszek Engelking


Marc Chagall. Krowa z parasolką.