Życie: sen pragnień i lęku, któż miesza popiół z wodą? Rozczarowanie? Fałszerz, zezowaty, złodziej, towarzysz? To nie jest śmierć, śmierć to jasna igła, która przewleka nić przez diament.
Na brzegu rzeki wyszedł do mnie starzec, w rękach przerwana nić. Księżyc prześwietlał jego wnętrze, serce cienia falowało jak knot lampy, starzec położył dłoń na mojej głowie: Łódź jest gotowa, wioseł ni wiatru nie potrzeba.
Las wchodzi do pokoju, ptaki wracają na drzewa. Ktoś przy mnie stoi: mój lśniący sierścią ulubieniec koń. Dotykam go i już go nie ma. zabiera z sobą las, ptaki i pokój i jeźdźca, który ma oblicze z wody.
Uczucie szczęścia to mroczna dróżka przez las gdy idziesz sam a drzewa - krechy smutku ustępują na boki; paprocie u strugi jak dytyramby albo srebrem tkana proza. Woń eukaliptusa lgnie ku płatkom róży (napisał Pound w więzieniu w Pizie, zgłębiając piękno i lęk znudzony stale tą samą gazetą) wspominam owo teraz idąc ciemniejącą dróżką, pod stopą miękka i chłodna iglasta kołdra lasu (i woń eukaliptusa lgnie ku płatkom róży) tęsknota czyni mnie pustą, Szczęście to układanie się w całość na wyziębłej drodze, podróż przez las w dół, w samotność,
tam, gdzie wieczór najgęstszy pod ciemnymi drzewami - ojciec nocy.
Mam aż trzy dusze: sen, cień i przeczucie. Sen czuwa w nocy, gdy śpię odbija majaki w zwierciadłach przyszłości. Cień odprowadza mnie w ostatnią podróż, która się już zaczęła. Jest moim bratem, moich kształtów, milczący, obcy, przeciera ścieżkę w zległym owsie - który ubarwia pierwszy szron.
Ścina przygarść wiosłem i zawraca. Spotykam go przy furcie, suknia ze mnie spada, linieją włosy, butwieją kości, i ciemność moja zapada w mój cień o świetlnych brzegach. Cisza i skowyt dartego jedwabiu.