Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kocbek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kocbek. Pokaż wszystkie posty

PRZEPIS ŻYCIA

Kto szuka,
znajdzie więcej niż szukał,
rzeczy lubią łączyć się
z sobą,
świerszcz za piecem
połączy się z kukułką,
wieżowiec z zawrotami głowy,
a pustka z pustką.
Wkrótce będzie za późno.
Kto tylko gada
a nie działa,
oniemieje z wyschniętym gardłem,
kto się ogląda,
skamienieje.
Szczekanie psów
zapowie nam trzęsienie ziemi,
najskorsi do podejrzeń
sami wpadną.
Kto sięga po władzę,
chwyci za hamulec.
Niejedno
słuszne jest odwrotnie,
dobrze przeczytajcie
przepis użycia.


Edvard Kocbek
przełożyła Katarina Salamun-Biedrzycka

KORZENIE CHRZANU

Przestań, już nie możesz na papierze,
spójrz wokół siebie, popróbuj na drewnie,
skórze lub kamieniu, który jest najtrwalszy,
najwytrwalszy, pisz na korze,
na niebie, w niedzielę, po południu, leżąc,
lub na dojrzałych dyniach, na brunatnej glinie,
na morskiej pianie, namiocie, w rozkładzie jazdy,
a jeśli masz w sobie dość światła, na ciemnych brwiach
śpiącej dziewczyny, lub zapalonym papierosem w sianie
albo w powietrzu, w ciemnościach lub na wietrze,
pocałunkami w usta lub na piersiach atramentem,
tak jak włóczędzy,
najbardziej przygotowani
na wybuchy rzeczy sytych,
na nagłe grzyby, jagody zwariowane,
na przypływ średniowiecza, bezpłciowość,
na smutek bezbożności i na zemstę
ukrytą w lufcikach, głębokich jarach,
w kieszeniach, magazynach i pod pachą
i pod tynkami, w bizantologii, w stodole,
w lwicach, łabędziach, w prawym dolnym rogu,
wybierz rozkosz tego, co wymyślone,
tysiąckroć prawdziwsze od całego świata,
dołącz do sekty hojnych, małych
i szybkich, przemów narzeczem
maratończyków, językiem meteorów, oceanów,
stalaktytów i cyrkonów, mową braminów, mową Koranu,
najstarszych testamentów, pergaminów,
pisz odważnie, chytrze, pisz między dwoma wystrzałami,
pisz korzeniami chrzanu, by oczy prędzej
zaszły ci łzami i żebyś się nie rozgadał.


Edvard Kocbek
przełożyła Katarina Salamun-Biedrzycka

KONIEC GRY

Długo wykonywałem
podwójną pracę,
w nocy byłem młynarzem,
a w dzień kominiarzem.
Wiernie służyłem
obydwu panom,
słuchałem szumu trwania
i w przemijania dym patrzyłem.
Czarni uważali mnie za białego,
a biali za czarnego.
Potem wodospad i dym
spoiłem w jeden strumień,
początek złączył się z końcem.
Nauczyłem się śnić za dnia,
a pracę wykonywać we śnie.
W ten sposób już nie dzielę się
na dwie harówki,
połączony w jeden ból,
przygotowany na wszystko,
co nadchodzi.
Teraz jestem dniem i nocą jednocześnie,
wodą i ogniem,
mąką i popiołem.
Nie wiem już co to przemyt
ani wróżby.
Rozebrałem się do dziecka
i czekam tam na brzegu,
gdzie wieloryby skaczą w śmierć.
Słucham pradawnego głosu,
tylko tym jesteś, czym nie jesteś, 
i wszystko masz, człowieku,
czego nie masz.


Edvard Kocbek
przełożyła Katarina Salamun-Biedrzycka

NOE

Dzień jest świecą wśród nocy
i ziemia biegnie jak piesek
za swym starym panem.
Coraz mniej strun dźwięczy we mnie,
czasem gram tylko na jednej
niczym bard nieszczęsnego tysiąclecia.

Każdego ranka muszę się
ciągle na nowo budzić,
coraz więcej wspomnień muszę zbierać,
coraz więcej przeczuć chwytać,
bumerangi coraz szybciej wracają,
coraz więcej pytań.

Gdzie zatraciła się niewinność?
Jak umierają ptaki?
Czym jest radość obłąkanych?
Kto leży w bożym grobie?
Kiedy skończy się wieczność?
I ile jest nic razy nic?

Zostawcie mnie nagiego, o synowie!
Nigdy nie wytrzeźwieję w ciemności,
nigdy do końca nie opiję się winem
słodkiego, nieświadomego zatracenia,
ludzkie oczy mają rzęsy,
wystarczy mi ich lekki cień.

Edvard Kocbek
przełożyła Katarina Salamun-Biedrzycka

ZAŚNIJ, SZUMIE GAŁĘZI

Zaśnij, szumie gałęzi i morskich
fal, zaśnijcie trawy i niskie mchy,
zaśnij ty także, trwogo.

Zaśnijcie wszyscy ludzie, zaśnijcie dzieci,
istoty, zaśnij światło ze swoimi poddanymi,
zbyt jasne już jest cierpienie w świecie.

Zaśnijcie wszyscy ludzie, zaśnijcie dzieci,
zaśnijcie smutne kobiety, zaśnijcie umarli,
ludzkie serce czuwa już zbyt długo.

Zaśnijcie wszyscy dokoła, będę czuwał
za wszystkich, małe światełko będzie mi świecić,
zaśnijcie, zaśnijcie

Edvard Kocbek
przełożyła Katarina Salamun-Biedrzycka

Tamara Łępicka. Śpiąca.




PIES SZCZEKA W NOCNYM POLU

Pies szczeka w nocnym polu, tam pierwsza
wieś, za nią następne, ludzie głęboko
oddychają, krąg ziemi rozciąga się stale,
jesteście, bracia, coraz bardziej utrudzeni. Nie znam was,
gorzkich, otępiałych, ręce zwisają wam z legowisk, we
śnie wzdrygacie się jak wytropione zwierzę.

Straszna jest praca we śnie, układanie cegieł, wsypywanie
ziarna między młyńskie kamienie, głuchy stukot
pod ziemią, mocne bicie serca wśród żarłocznych
maszyn. Jeszcze w śnie was widzę, niestrudzonych,
jesteście kochani jak dzieci, wszyscy biegniecie i
gdzieś dojdziecie, tylko odurzonych, tych co leżą
w portach i kanałach, wezmę na
plecy i zaniosę w ciepły kąt.


Edvard Kocbek
przełożyła Katarina Salamun-Biedrzycka

DESZCZ PADA W CZARNĄ NOC

Deszcz pada w czarną noc, świat jest coraz mniejszy,
stoję, nie mogę się już ruszyć,
nie wiem, kto mnie ocali.

Zewsząd tak samo ciemno, daleko,
moje serce nie czuje już ciepła,
wszyscy mnie opuścili.

Zostaliście mi tylko wy, zapomnienie,
kosztuję waszego smaku jak gorzkiego owocu,
będę jadł i żył.

Edvard Kocbek
przełożyła Katarina Salamun-Biedrzycka

William Turner. Szybkość, para, deszcz.

MÓJ PORANEK

Wszystko zawieszone, bujność szumi
jak cenny brokat, nasycony wiatr się chwieje,
otwieram oczy i mdleję od słodkiej dojrzałości.
Wielka obecność skupiona w niepojętym
ładzie wypełnia świat, z bliska i z daleka,
odpoczywa w sobie, wspólnoty jego nasłuchuje leżąc
w trawie, dojrzała, doskonała, mądra.

To mój poranek: nie mogę wstać,
nie mogę się oderwać, muszę trwać
i czekać, owoc wśród owoców. Nikt już nie
może mi niczego przynieść ani dodać.
Spokojem ogarnięty, wypełniony,
wiem, jestem darem dla samego siebie,
zamykam oczy, o szlachetności istnienia.

Edvard Kocbek
przełożyła Katarina Salamun-Biedrzycka


Elżbieta Doryń. Radość o poranku.

SZUMIĄ SUCHE LIŚCIE

Szumią suche liście na gałęziach,
gołębie krążą, dzikie wino pachnie,
koty drzemią na robaczywych płotach.
Z podwórka u sąsiadów skrzypi wina tłocznia,
w uszach wzbiera dźwięk, jak gdyby ciurkiem
lało się w głęboki dzban. Wiatr ciągnie z południa
i przynosi ostatnie fale ciepła.
Dzieci mają ręce lepkie od winogron,
przy szosie leży nieznajomy i rozmawia
sam z sobą.

Wszystko jest pełne i poza mroczną
świadomością. Ziemia stoi na granicach,
utrudzona, w zapatrzeniu nieobecna.
Z kościelnej wieży słychać wszystkie dzwony,
również człowiek zamknął oczy.

Edvard Kocbek
przełożyła Katarina Salamun-Biedrzycka


Isaac Levitan. Jesień na wsi (1889) 

SŁOŃCE ZASZŁO

Słońce zaszło, ostrość wycofała się
w miękkość. Kobieta stoi nieruchomo wśród
małych chat, prawą dłoń podniosła do
ust. Dzieci szukają chrustu nad potokiem,
potem rozpalają ognisko, siadają dokoła
i kołyszą się nieskładnie w swoich głuchych,
baśniowych dźwiękach.

Pod młynem szumi woda, jej lustro nad
zaporą chce złapać ostatnie światło świata. Ktoś
idzie przez łąki, szum cicho unosi się spod
bosych stóp. Obfitość staje się powoli ciemna, mętna.
Na skraju wsi topole - żywe istoty. Pies
odwrócił się od zachodu, jasny obraz
już przeniósł się na wschodnią stronę.

Edvard Kocbek
przełożyła Katarina Salamun-Biedrzycka

KIMKOLWIEK JESTEŚ, WEJDŹ CICHO DO DOMU

Kimkolwiek jesteś, wejdź cicho do domu
i w światło pobożne. Stare łóżka
patrzą potulnie, od pieca do stołu
wędruje chleb, w glinianych dzbanach
stoi woda. Ciężarówki zegara pełzną w dół,
owoc spokoju jest coraz cięższy.

Kot drzemie na strychu, pies
ogląda się za ptakami, pszczoły wracają
do ula, w stajni kicają króliki,
kury im się dziwią. Wszędzie pachnie
dobrym bydłem, dziecko chciałoby
spać z cielątkiem.

Edvard Kocbek
przełożyła Katarina Šalmun Biedrzycka 

Edvard Kocbek (1904-1981) – słoweński pisarz, publicysta i polityk, zaliczany do najważniejszych intelektualistów i wielkich autorytetów moralnych Słowenii XX wieku.
Urodził się w zamieszkanej przez Słoweńców wschodniej Styrii. Po dwuletnim pobycie w seminarium teologicznym w Mariborze podjął studia romanistyczne na uniwersytecie w Ljubljanie. Rok akademicki 1929/30 spędził w Berlinie na studiach językoznawczych, które kontynuował następnie w Lyonie i w Paryżu, gdzie zetknął się z Emmanuelem Mounierem. Następnie pracował jako wykładowca języka francuskiego w Bjelovarze, Varazdinie i Ljubljanie.
W okresie wojny domowej w Hiszpanii zwrócił się ku katolickiej lewicy, czego wyrazem może być jego krytyka skierowana przeciw słoweńskim biskupom, którzy udzielili poparcia Franco (rok 1937). Z czasem stał się jednym z ideologicznych przywódców lewicowych katolików jako redaktor czasopisma "Dejanje" (1938-1943). 
Po agresji wojsk niemieckich na Jugosławię w 1941 roku działał w ruchu oporu, należąc do konspiracyjnej organizacji Osvobodilna Fronta (OF), w której reprezentował "chrześcijańskich socjalistów". Podobnie jako reprezentant lewicowych katolików był członkiem Antyfaszystowskiej Rady Wyzwolenia Narodowego Jugosławii (AVNOJ), mimo daleko idącej rezerwy wobec Josipa Broz Tity. 
Po wojnie zajmował wysokie stanowiska w rządzie Socjalistycznej Republiki Słowenii, był też ministrem kultury Jugosławii. Po publikacji w 1951 roku zbioru opowiadań "Strah in pogum" ("Strach i odwaga", polski przekład noweli "Ciemna strona księżyca" w antologii "Specjalni wysłannicy" 1971), traktujących m.in. o zamordowaniu tysięcy rozbrojonych domobrańców oraz rewidujących w duchu egzystencjalizmu stereotypy heroicznych postaw, został odsunięty od życia politycznego.

Po wywiadzie, jakiego udzielił w 1975 roku Borisowi Pahorowi, omal nie został uwięziony. Ocaliła go przed tym interwencja Heinricha Bolla, jednak Kocbek do śmierci był inwigilowany przez jugosłowiańską służbę bezpieczeństwa - UBDA.