PODWIECZOREK


Piła pani Leask, odchylając mały paluszek.
Piła pani Spence, wlewając wpierw łyżeczkę whisky.
                                         (taka jestem przeziębiona!)
Piła pani Halcrow, całując filiżankę jak kochanka.
Piła pani Traill, a jej pekińczyk pobrudził podłogę
                              resztkami sucharka i czekolady.
Piła pani Clouston, o szczękach jak skała.
Piła pani Heddle, starając się nie połknąć plasterka cytryny.
Piła Bella, herbaciana żona, która potem czytała zaręczyny,
                                    listy, podróże i miłość w każdym
                                    z krążących glinianych wydrążeń.

z cyklu "Wiersze o herbacie"

George Mackay Brown
przełożył Andrzej Szuba

Józef Pankiewicz. Filiżanka herbaty. Wizyta.

KTÓRZY ODESZLI


Jeden potknął się na szarym pagórku, bardzo stromym.
Inny, mocno pijany, ocknął się na anielskiej karuzeli.
Któryś szeptał w najtajniejszej ze słonych cel.
Jeden (młody) zamienił wiele nieskosztowanych kwietników na krotką chwilę ekstazy.
Inny, który wcześniej tylu odprawił spod drzwi Słonej Matki,
         tamtej nocy pukał do jej okna, samotny.
Któryś napisał "amen" na stronicy wodnego pyłu.
Czy złożono ich w ofierze za całe morskie zbójectwo - za korsarzy,
        ból ryb, czarne i złote ładunki?
A jeszcze inny, zahartowany w burzach, wyszedł ochoczo, w marcu,
        na spotkanie morskim kosom, cepom, wialniom.
Trzecia fala wkręciła go w morskie żarna.
Przez całe lato Atlantyk mienił się żyłkami nieskorych czystych ogni.

                                                           z cyklu "Morze: cztery elegie"

George Mackay Brown
przełożył Andrzej Szuba


Władysław Jarocki. Przed burzą.

EYNHALLOW: ZAGRODNIK I KLASZTOR


Dzierżawię zagon ziemi
Tak wielki jak moja kapota.
Mam krowę, dwanaście świń
i kilka owiec i łódkę.
                       Mozół, głaz

Żonie na imię Hild.
Hild słynie z ostrego języka.
Robi dobre masło i piwo.
Na ustach kołysanka.
                       Zamieć, głaz

Czym zima? Tysiąc gwiazd,
Śnieżynek lodu, pusty ceber.
W lecie jak przemoczony wół.
Między pługiem i cepem.
                       Mozół, głaz

Jak nie zapomnę, odmawiam pacierz.
Gdy biskup nawiedza trzódkę,
Spowiadam się i daję mu rybę.
Widziałem raz dziwo-fokę.
                         Zamieć, głaz

Tuzin łysych głów na tej wyspie
Dzieli dzień między Tercję i Hymn.
Śledzie to "srebrni braciszkowie".
Grudka ziemi cenna jak złoty pył.
                          Taniec, głaz

George Mackay Brown
przełożył Andrzej Szuba

Henry Scott Tuke. Rybak.

BÓJ ZE SMOKIEM


Owej nocy stał Thorkeld między Gołębicą a Smokiem.
Róg, bicie kopyt, triumf ślepego pyska.
Księżyc był ogromną bryłą żużlu.
"Nasz gość szczodrze darzy nas ogniem" - rzekł Thorkeld.

Stał Thorkeld w klatce tlących się sieci.
Zimne wargi przytknął do miecza.
"Przeszyj ich żar, długa ostra rybo" - rzekł.
"Zobaczymy jak zasmakujesz Smokowi".
Między podporami mostu miotała się Gołębica.
Na brzegu Smok smakował spiżowej ryby.

Odwrócił się Thorkeld. Rozłupał wrota stajni.
Klacze były rzędem zwęglonych czaszek.
"Piorun" - przymilił się Thorkeld oku granatu.
Na widok gwiazd ogier jak krwawa fala stanął dęba.

Odryglował Thorkled drzwi kobiet.
Wydarł Gudrun spomiędzy setki wrzasków.
Ręczonogi Njal poniósł ku morzy jego męskie nasienie złożone w łonie.

Thorkeld - kowal, Smok - kowalskie ognisko.

Stanął Thorkled przed ołtarzem boga Baldera.
Zasypał kamień smoczymi łuskami.
Wokół płonęła wieś jak baryłki z oliwą.
"Teraz ku innym brzegom" - rzekł Thorkeld.
"Ten lud potrafi wymyśleć lepsze miano dla ławicy gwiazd."
Pies Bran lizał jego zwęgloną rękę.
Słońce wzeszło. Powierzył się Thorkeld morzu.

Przywiózł Thorkeld ślepej zachodzącej Gołębicy
Ciało znaczone dwunastoma ranami.

George Mackay Brown
przełożył Andrzej Szuba


Kuniyoshi Utagawa. Bój ze smokiem.

ZAPALANIE ŚWIĄTECZNYCH ŚWIECZEK


Święta Łucjo, podziwiaj
Siedem jasnych liści w gęstwinie igliwia

Siedem diamentów zalśni
W najczarniejszej najgłębszej kopalni

Siedem ryb - ławica promyków
Pod Biegunem Północnym pomyka

Słodka Łucjo, pokochaj
Naszą biedę, nędzę, ślepotę.

George Mackay Brown
przełożył Andrzej Szuba

Benevenuto Tisi. Święta Łucja.

SIEDEM WERSJI ZAGINIONEGO WIERSZA


1
Za drzwiami z napisem Burdel
Słono zapłaciłem za rozrywkę.
Dzięki tej cudownej godzinie kuśtykam o lasce.

Za drzwiami z napisem Poeta
Nie siedziałem nigdy z kreaturą tak nudną i złośliwą.
Jednak harfa potrafi zrekompensować ułomność.

Kiedy stanę przed drzwiami z napisem Śmierć
Będę żałował, że nie przeprowadzono mnie
Przez nie wcześniej, biały niemy posążek.

2
To była bardzo zmysłowa pani.
Przez nią zgniła mi noga.

Ten człowiek zmieniał brukowce w jadelit i diament.
Nie lubiłem go.

Pod koniec życia chciałbym zostać oraczem,
Takim, który nie wie, co to perfumy i oda.

3
Wciąż jeszcze jestem zły, że przegrałem do tej paniusi
Pięć złotych monet
I niewinność i talent do tańca.

"Jestem biedny. Nikt nie rozumie geniusza.
Czego tu szukasz?"
Po mękach i pomyłkach - miód.

Śmierć jest ognistym spazmem
Albo leniwym więdnięciem.
Mówią, że świetlista obręcz, jak ocean.

4
"Biorę więcej niż dużo
Bo moja miłość
Uczyni cię panem lub żebrakiem."
Tak mówiła ta czarodziejka
Gdy ja nagi wśród zwiewnych jedwabi.

"Jeden wiersz za jednego srebrnego denara.
Potem się wynoś.
Podarła mi się koszula. Muszę ją zacerować."
Tak mówił ten czarodziej
Owego ranka, w tle szumiała wygódka.

Pan Śmierci, roztrwoniłem schedę
Na artystów i kurtyzany.
Nigdy nie poświęciłem ci ani jednej myśli
Aż do teraz, gdy stoję u twych drzwi
Oniemiały i bez stosownego daru.

5
Miałem być w Domu Pod Pawiem.
Trafiłem do domu Pod Pełnią Księżyca.
Każda z dziewcząt miała puzdro z kości słoniowej, na podarki.
W jednym z pokojów - srebrne zwierciadło.
Puste dziąsła, rzadkie włosy, mierzyły mnie wzrokiem.

Także przez pomyłkę zaszedłem do niewłaściwego poety,
Który miał mnie nauczyć poetyckiego rzemiosła.
Ten człowiek niczego nie potrafił wyjaśnić.
Pobrał opłatę. Zaraz potem odprawił mnie do domu.
Podobno to największy poeta na całej tej długiej ulicy.

Mam nadzieję, że kiedy zostanę wezwany przez śmierć,
Tak jak stoję - bez jednej nogi i chory,
Raz jeszcze skierują mnie do niewłaściwych drzwi.

6
Gdybyż Sandra zechciała uchylić rąbka swej błękitnej sukni,
I nic więcej. O nic więcej
Nie prosiłbym bogów.

Gdyby Sator zechciał zadeklamować Pieśń Wzgórz
Tego samego dnia, jak duch,
Rozglądnąłbym się za marmurem.

Ona pokazała jedwab pod jedwabiem.
On wyrzekł "pług do pieca", zaklęcie.
Po cóż żyłem następne pół wieku?

7
Złotym kluczem otworzyłem drzwi
By natknąć się na czarę pełną różanych płatków.

W domu zwietrzałego osnutego pajęczyną kamienia
Kryje się harfa.

Bądź cierpliwy, teraz, u kresu -
Złóż dłonie.
Niech otworzy się kamień.

                                           Miłość i piękno,
Tamten kwiecień przed laty, wyryte epitafia.


George Mackay Brown
przełożył Andrzej Szuba


Pablo Picasso. Portret poety.

RYBAK


Semphill w kapeluszu haczykami nabijanym
          Siedzi przy piwie
                     Z angielskimi niedzielnymi rybakami
          I wytyka im
                     Błędy w zarzucaniu, nawijaniu, doborze muszek.
"Nigdy - zaleca - nie róbcie tego, co piszą w książkach".
                     Potem oni już mądrzy
          Zostawiają nad jeziorem swoje ociekające wiosła
I zawieszają matowe trupki na wadze.

"Wybaczcie mi, cętkowane pstrągi -
          Mówi wtedy Semphill -
                     I łabędzie i edredony, mieszkańcy tych wód.
          Pewni dziwni ludzie
                     Wykorzystując moją nędzę
Przerobili cały mój subtelny rybacki kunszt
                      Tak, że ich morderstwa
          W uszach żon i córek brzmią jak najwspanialsza technika.
A ja zdradzam jezioro dla białego pieniążka".

George Mackay Brown
przełożył Andrzej Szuba

Leon Wyczółkowski. Rybak.