SAMOBÓJCA


Nie zostanie wśród nocy ani jedna gwiazda.
Nie zostanie noc.
Umrę, a wraz ze mną cały ciężar
nie dającego się znieść wszechświata.
Unicestwię piramidy, stare monety,
kontynenty i twarze.
Unicestwię pokłady przeszłości.
Obrócę w proch historię, w pył obrócę pył.
Patrzę na ostatni zachód słońca.
Słucham ostatniego ptaka.
Zapisuję nicość - nikomu.

Jorge Luis Borges
przełożyła Krystyna Rodakowska

Edward Monet. Samobójstwo.

BAMBUSOWA LASKA


To Maria Kodama ją odkryła. Jest osobliwie lekka, a przy tym władcza i niezawodna. 
Każdy kto ją zobaczy, zauważa to, a kto zauważy, będzie ją pamiętał.
Patrzę na nią. Czuję, że jest cząstką owego nieskończonego w czasie
imperium, które wzniosło swój mur, aby ustanowić obszar magiczny.
Patrzę na nią. Myślę o Czuang-tsy, który śnił, że jest motylem, a obudziwszy się nie wiedział, czy był człowiekiem śniącym,
że jest motylem, czy motylem śniącym, że jest człowiekiem.
Patrzę na nią. Myślę o rzemieślniku, który trudził się nad bambusem i zgiął go tak, aby moja prawa ręka mogła objąć uchwyt.
Nie wiem, czy jeszcze żyje, czy umarł.
Nie wiem, czy jest taoistą czy buddystą i czy radzi się Księgi o sześćdziesięciu czterech heksagramach.
Nie zobaczymy się nigdy.
Zgubił się pośród dziewięciuset trzydziestu milionów.
A jednak coś nas przykuwa do siebie.
Nie jest niemożliwe, że Ktoś z dawien dawna zamyślił tę więź.
Nie jest niemożliwe, że wszechświat potrzebuje tej więzi.

Jorge Luis Borges
przełożyła Krystyna Rodakowska

Amadeo Modigliani. Mężczyzna wsparty na lasce.

SZCZĘŚCIE


Ten, co obejmuje kobietę, jest Adamem. Kobieta jest Ewą.
Wszystko zdarza się po raz pierwszy.
Zobaczyłem coś białego na niebie. Mówią mi, że to księżyc, ale
cóż mam począć z tym słowem i z całą tą mitologią.
Drzewa budzą we mnie jakiś lęk. Są takie piękne.
Spokojne zwierzęta podchodzą, abym nazwał je po imieniu.
Nie ma liter w księgach biblioteki. Lecz, kiedy je otworzę, wynurzają się.
Kartkując atlas, wymyślam kształt Sumatry.
Ten, co w ciemności rozpala zapałkę, właśnie wynalazł ogień.
W głębi lustra jest ktoś inny, zaczajony.
Ten, co patrzy na morze, widzi Anglię.
Ten, co wygłasza wiersz Liliencrona, rozpoczyna bitwę.
Śniłem o Kartaginie i o legionach, które pognębiły Kartaginę.
Śniłem o mieczu i o wadze.
Pochwalona niech będzie miłość, w której nie ma strony
posiadającej i posiadanej, bo tych dwoje oddaje się sobie.
Pochwalone niech będą koszmary senne, albowiem dzięki nim możemy uwierzyć w piekło.
Ten, co wchodzi do rzeki, zanurza się w Gangesie.
Ten, co patrzy na piaskową klepsydrę, widzi, jak rozsypuje się imperium.
Ten, co sztyletem się bawi, śmierć Cezara przeczuwa.
Ten, co śpi, jest wszystkimi ludźmi.
Na pustyni ujrzałem młodego Sfinksa o dopiero co wyrzeźbionych kształtach.
Nic dawnego pod słońcem.
Wszystko zdarza się po raz pierwszy, ale na modłę wieczności.
Ten, co mnie czyta, stwarza moje słowa.

Jorge Luis Borges
przełożyła Krystyna Rodakowska

Witold Jędrzejczak. Szczęście pod parasolem. 

SPRAWIEDLIWI


Jakiś człowiek, który uprawia swój ogródek, tak jak chciał Voltaire.
Ten, który dziękuje za to, że na ziemi jest muzyka.
Ten, który znajduje przyjemność w odkrywaniu etymologii.
Dwóch urzędników, którzy w milczeniu grają w szachy e kafejce przy Południowej ulicy.
Artysta-ceramik, który w zamyśle widzi kolor i formę.
Drukarz, który potrafi zakomponować tę stronicę, chociaż może mu się wcale nie podobać.
Kobieta i mężczyzna czytający końcowe tercety pewnej pieśni.
Ten, co głaszcze uśpione zwierzę.
Ten, co usprawiedliwia lub chciałby usprawiedliwić krzywdę, którą mu wyrządzono.
Ten, który dziękuje za to, że na ziemi zdarzył się Stevenson.
Ten, który woli, aby inni mieli rację.
Te wszystkie osoby, które między sobą się nie znają, one właśnie zabawiają świat.


Jorge Luis Borges
przełożyła Krystyna Rodakowska


Zdzisław Szmidt. Ogrodnik.

DZIEŃ SPORTÓW W PARKU


Namiot nadyma się i wzdycha
jak biała, brudna koszula Guliwera,

irytują go kołki i sznury -
a potem zanika wiatr, lecz wcześniej

dzieci w biegu na sto jardów
dyszą i trzepoczą jak ptaki

lecąc w dól ku drgającej taśmie.
Niezgrabny to wdzięk - trampki jak suflety,

camembertowy plusz dziecięcych podkoszulek,
czystość wyprasowanych spodenek.

Chwilowe wagary od czasu,
emeryt szykuje sobie skręta,

dwie drżące dłonie unoszą bibułkę
do rżącego języka -

kiepski flecista ochrypłych tonów,
jego łaciaty kundel dyszy jak irys,

gdy koniczynka płatków nie potrafi
się rozmyć. Gorący oddech sierpnia.

Drzewa pękają na skwarki.
Nadciąga helikopter i młóci niebo.

Dziś wieczór olbrzym jest zamknięty -
na bramie huśta się kłódka,

huśta się i ssie swoje paluszki u stóp.
z tomu The Onion, Memory

Craig Raine
przełożył Jerzy Jarniewicz

Kazimierz Borkowski. Biegacz VIII.

FARMA PSTRĄGÓW


Pstrągi to niemi chórzyści,
którzy naszej wieczerzy śpiewają

zimnokrwiste requiem,
choć każdemu z nich podcięto już gardło.

Śmierć jest elżbietańskim młodzieńcem,
który człapie przez podwórze,

jego kalosze małe jak kubełki
wokół kostek. To dla niego

pstrągi ułożono w rzędy:
skrzynka pustych butelek z otwartymi ustami.

Czekają aż je ktoś zabierze.
Chłopiec nie dostrzega ich miękkich kryz,

ani pięknie zaśniedziałej kolczugi,
znamienitej jak srebrna łyżka,

która zmienia kolor na ponure indygo
przy zetknięciu ze zwyczajnym jajkiem...

Zabija je w sposób naukowy.
Po przekręceniu gałki

stają się sztywne i śmieszne,
arystokraci w monoklach,

zaszokowani jak na satyrycznych rysunkach,
jak jakiś cham wspomina o śmierci.

Chłopiec odwraca się do mnie, proponując
miniaturkowe organy z papierosów...

z tomu A Martian Sends a Postcard Home

Craig Raine
przełożył Jerzy Jarniewicz

Andrzej Wróblewski. Ryby bez głów.

CMENTARZ W HRABSTWIE DURHAM


Kamienie ustawiają się w żeberkowym szeregu
jak gdyby bawiły się w harcerstwo
a na ziemi pełno piórników.

Lecz NIEMOWLĘTOM WSTĘP DOZWOLONY TYLKO
W TOWARZYSTWIE DOROSŁYCH ponieważ
lub bawią się tylko dorośli.
Chodzą tam i z powrotem do kranu, który świergoce,
napełniają pordzewiałe konewki.
Urny poprzebierały się za makówki...

Choć bałagan tu jak na przedszkolnej podłodze, pełnej zabawek
i mebelków, dobre jest to miejsce,
by przyjść i pogadać ze sobą jak dziecko -
nikt nie usłyszy.

Bluszcz gramoli się na zardzewiały kojec.
Wszędzie ślimaki i strupy porostów -
można je zbierać gdy się czyta.
NIEMOWLĘTA NIE MOGĄ UCZESTNICZYĆ 
W POGRZEBACH

chyba że ojciec opłaci rachunek
za atlasowe pudełko pogrzebanych skarbów -
dotyk ciemiączka, pośladki
delikatne jak jajka na miękko, i cały
ten inwentarz drobniutkiego ciała.

Każde gotyckie okno jest jak deska do prasowania.
Matki dotykają ostro zakończonych kamieni
jak gdyby to były żelazka.
Nigdy nie tracą swego ciepła -
zawsze takie gorąsie, gorąsie...
z tomu The Orion, Memory

Craig Raine
przełożył Jerzy Jarniewicz

Anna Schumacher. Cmantarz IV.