Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tardieu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tardieu. Pokaż wszystkie posty

SKARGA CZASOWNIKA BYĆ

Będę nie będę kamykiem już
ty będziesz ja będę ja przestanę być
kiedy ty nie będziesz ty
będziesz kamykiem już

Kiedy ty będziesz tym kamykiem to tak
jak gdybyś był jak gdybyś nie był już
ja zgubię ty zgubiłeś i ja
zgubiłem z góry i na cały czas
i jestem jestem już
kamykiem pełnym dziur
co nie widzi nie słyszy i nie rusza się już

Wczoraj jutro za chwilę tuż tuż
już jestem byłem będę on będzie
tą rzeczą bezwładną przedmiotem pełnym dziur
znalezionym zgubionym w śmieciach w ogniu w trawie
w kałuży wody wszędzie
porowatym kamykiem co udaje że szepce
albo gwiżdże albo milczy już

Zalany wodą słońcem cieniem
czarno-biały przedmiot bez oczu bez ust
(jedno przymknięte oko które budzi śmiech
albo jeden ząb który budzi strach)
ja byłem będę jestem już
samotnym kamieniem zapomnianym tam
jednym słowem jedynym wciąż powtarzanym nieznużenie

Jean Tardieu

Wiersz "Skarga czasownika być" pochodzi z cyklu  A propos des cailloux (Na temat kamyków), opatrzonego dedykacją:
Hansowi Hartungowi
który swego czasu postanowił przemienić parę kamyków w antyczne rzeźby lub w legendarne potwory: to przemieniająca magia oka malarza, kiedy przez obiektyw aparatu fotograficznego patrzy na zwykłe wygładzone kamyki, jakich pełno na plaży i odkrywa w nich nieznany świat.

(z tomu Comme ceci comme cela, Gallimard 1979)
przełożyła Aleksandra Olędzka-Frybysowa

Wanda Porazińska-Janik. Pejzaż wewnętrzny.

DNIEM

Czy śpisz?
Czy zbudzisz się kiedyś?
Ni to czuwanie ni sen: no tak

Dzieci się bawią
Na szybie nagły blask
Mruczenie samolotu
Ziemia drży echem Idę wielkimi krokami
Na oczach chłód
Trzymam w dłoni Badam dotykiem Wiem do kogo
mówię Odpowiedzi zewsząd
Ich mnogość
(Zapomnij! Nie zapomnij! Zapomnij! Nie!)

Zwalniam
Chmura przebiega cieniem
odmieniają się wszystkie kolory

Wciąż nowe zaskoczenie
Horyzont rozwija się wciąż nowy
I ciągle coś jest jeszcze dalej

To co nie jest mną ale we mnie
odzywa się cicho jak rzeka
która płynąc z niczym nie łączy swej wody

O życie moje, szukałem ciebie całe życie
a tyś ukazywało mi coraz piękniejsze twarze
a teraz tylko twój głos słyszę.
Na brzegu jakiej nocy wreszcie znajdę ciebie?

Jean Tardieu
(z tomu Comme ceci comme cela, Gallimard 1979)
przełożyła Aleksandra Olędzka-Frybysowa

Giorgione. Śpiąca Wenus.

ŻYWY DALEJ TRWAJĄCY (naturalnie, najzwyklej w świecie, od niechcenia)

Ten zmarły który jest we mnie
jest niecierpliwy

Rozpycha się w ciasnej skrzynce
wali w pokrywę

Chciałby się jeszcze pokazać
ostatni raz

Jeśli chodzi o
żywego to dziękuję nieźle

póki co

Jean Tardieu
(z tomu Comme ceci comme cela, Gallimard 1979)
przełożyła Aleksandra Olędzka-Frybysowa

Paweł Powstański. Śmierć.

ETIUDA ZET MOLL

Niebo było z nocy
noc była ze skargi
a skarga z nadziei

Oczy były z ust
usta były z zorzy
źródło biło ze śniegu

Moje życie z płomienia
mój płomień był z rzeki
rzeka była z brązu

I wskazówka z brązu
wskazówka z zegara
zegar był wczorajszy

zegar bije teraz

Teraz było o ziemi
teraz było z kamienia
teraz było z deszczu

Mój brzeg to brzeg z ciszy
moje dłonie z liści
pamięć z zapomnienia

Jean Tardieu
(z tomu Monsieur Monsieur, Gallimard 1951)
przełożyła Aleksandra Olędzka-Frybysowa

Salvador Dali. Trwałość pamięci.

ETIUDA DO DUR

Puch pasuje do wiosny
a wąsy do zimy
falbany do jesieni
a żniwa do lata

Do białego dnia
do karczmy ślicznotki
i do źródeł czasu

Do broni żołnierze
do niebieskich bram
do nas należy świat

Do mnie przytul się słodko
do ciebie piję serce
świat do ciebie podobny
do życia i do śmierci

Jean Tardieu
(z tomu Monsieur Monsieur, Gallimard 1951)
przełożyła Aleksandra Olędzka-Frybesowa

Monika Piwowarska. Przytuleni.

Tak jakby...

Tak jakby kamyki niezależnie od mojego spojrzenia
toczyły się już sto tysięcy i sto tysięcy lat,
tak jakbym nie urodził się po to żeby słyszeć
co mówią bruzdy jakie żłobią po morzu okręty
koleiny Mlecznej drogi ukośne żyły ziemi
i żeby poznać tajemnice jakie kryją groby
tak jak byś poza mną pięło się w górę pyszne
o zwycięskie słońce
w swoje domostwo śmierci w rozpacz bladego nieba,
tak jakby nie przeznaczono nic moim oczom krokom i ustom
i jakby nie było na świecie nikogo
kto spośród zmarłych szedłby mi na spotkanie
wśród niespokojnych stad proporców trzepoczących na wietrze
i żadnych rąk wyciągniętych ku moim ani głosów
                                                              wieczorem ani dymu
tak jak bym nigdy nie mieszkał w tym królestwie!...
Tak jak byś miało ożyć o moje życie
bez końca dookoła i wkrąg i z powrotem
podobnie do pór roku i cyklicznych snów,
tak jakbym był już tutaj od zarania świata
ażeby czuwać nad pierwszym oddechem
wiatru co drży nad łąkami i tak
jak bym szedł ze spokojem ojca o gorącym sercu
ku wypełnieniu tam gdzie drogę wskazuje mi los,
tak jak bym nie lękał się ani chwili
nad którą ciąży przyszłość ani też pamięci
cierpień w tych bagnach pogrzebanych gdzie tylko szept trzciny
ani ostatnich kwiatów nim zapadnie ostateczna noc,
tak jak bym miał tu być na zawsze!

 Jean Tardieu

(Z tomu Une voix sans personne, Gallimard, 1954)
przełożyła Aleksandra Olędzka-Frybesowa