Chciałam
poznać wszystkie kości twojego kręgosłupa, wszystkie
pory twojej skóry,
kosmyki włosów na twym ciele.
Aby
cała moja skóra, moje ręce,
kostki, ramiona, piersi,
nawet mój cień,
zostały na zawsze odbite
w tym wszystkim w tobie,
czego nigdy nie poznam.
By kołysać twój sen.
Denise Levertov (1923-1997)

Etykiety
ACHMADULINA
Achmatowa
Ajgi
ASHBERY
Auden
Barlow
Becher
BELLI
Blake
Blatný
Bobaljević
BOBES
BORGES
Brodski
BROWN
Bruchac
Bunić
Bunin
Burian
BUTTITTA
Campana
Carne
Channing
COHEN
Crijević
Csoóri
Csordás
CWIETAJEWA
Czarenc
Dickinson
Djurdjević
Dobrzyński
DOLCI
Dragojević
Držić
Dudek
Elmslie
Emerson
Fenton
Frenau
Gildner
GOETHE
GUZZI
Haavikko
Halas
HARJO
HEINE
Henson
Hidža
Jabès
Jarrell
Karoniaktatie (Alex A. Jacobs)
KENNY
Kocbek
Koch
Kovács
KUNDERA
Layton
Levertov
LOYNAZ
LUNETTA
Mach
MAGRELLI
Manner
Melville
Menčetić
Moore
MOREJÓN
Nowlan
O'Hara
Ondaatje
ORBÁN
Parker
Pawlikowska-Jasnorzewska
Pessoa
Piechal
PIZARNIK
Poe
PRATT
Queneau
RAINE
Ranjina
Ransom
REANEY
RICCHI
RIOS
RODRIGUEZ
Sandburg
Sarajlić
Schuyler
Senghor
Silva
Slamnig
Słowacki
Souster
STADLER
Stein
Stevens
Swanson
Szałamow
Tadijanović
Tardieu
Taylor
Thoerau
VALDÉS
VERLAINE
Very
Weiner
Wernisch
Whittler
Wylie
WYSOCKI
Yañez
Závada
Zlatarić
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Levertov. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Levertov. Pokaż wszystkie posty
CHMURNE WIERSZE
dla Mitcha
I. CHMURA
Wkroczyliśmy w smutek,
jak wkracza się w chmurę na szczycie góry.
Stoisz w środku deszczu, który nie pada.
Szczyty znikają, szczekanie owczarka cichnie.
Porusz się, a chmura także ruszy
i westchnie milionem nieskończenie drobnych, białych tchnień.
Jedna z drugą, wolno
chmury wślizgują się na ścieżki owiec,
chmurny smutek - mgliste ramiona wokół nas -
niesie nas jak paczkę.
II. WSPOMNIENIE
Była kiedyś chmura - pamiętasz?
Jej bystre kłęby wyciągnięte spod naszych stóp
odsłoniły krawędź przepaści w miejscu, w którym staliśmy:
a głęboko pod nami była świetlista dolina,
rzeki, owczarnia i pola, lśniące wioski.
III. TNĄCY PROMIEŃ
Wyobraź sobie plamę chłodu, białą, szarą, mglistą, smutek wypalony
Wyobraź sobie krajobraz
z suchego, czystego światła, dokładnych cieni,
kształtów z czystej barwy.
Wyobraź sobie dwa sąsiadujące wzgórza i
twój dom, mój dom, spoglądające na siebie przyjaźnie:
wyobraź sobie,
jak się spotykamy
przynosimy prezenty, przynosimy nowiny.
Tak, potrzeba nam żaru
od słońca wyobraźni,
by przeciąć chmurę naszych więzów.
Lecz, czy potrafi wielkie i złote światło
ogrzać nasze ciało, które tak ostygło?
Denise Levertov (1923-1997)
LATEM
Noc leży
na polu, gdy odchodzi
księżyc. Z głową w koniczynie,
nieruchomo.
Krótki jest
ten czas ciemności,
pięści nocy
otwarte, rozpuszczone
długie włosy.
Wcześniej niż ktoś zdążyłby to wyjaśnić,
pierwszy ptak
budzi się z płaczliwym świergotem. Biała
rosa zaczyna unosić się
skłębiona.
Nagie jak liście kształty świata
odsłaniają się
we śnie. Barwy
ukazują się wolno
zza wzgórza
szukając kształtów, które mogłyby sobą wypełnić w tym dniu,
siedzib.
Noc
musi wstać i
jeszcze nie rozbudzona.
Denise Levertov (1923-1997)
na polu, gdy odchodzi
księżyc. Z głową w koniczynie,
nieruchomo.
Krótki jest
ten czas ciemności,
pięści nocy
otwarte, rozpuszczone
długie włosy.
Wcześniej niż ktoś zdążyłby to wyjaśnić,
pierwszy ptak
budzi się z płaczliwym świergotem. Biała
rosa zaczyna unosić się
skłębiona.
Nagie jak liście kształty świata
odsłaniają się
we śnie. Barwy
ukazują się wolno
zza wzgórza
szukając kształtów, które mogłyby sobą wypełnić w tym dniu,
siedzib.
Noc
musi wstać i
jeszcze nie rozbudzona.
Denise Levertov (1923-1997)
UWALNIANIE PYŁU
Odwiń pył z jego całunu.
Niech Ariel nauczy się
błogosławić Kalibanowi,
a Kaliban niech pije rosę z kwiatu lotosu
otwartego na wodzie.
Gorzka jest powolna
woda rzeki: rosa
zwilży jego usta światłem.
Niech pył
unosi się, jego okrycie też
jest pyłem.
Płyń z prądem powietrza, ciemnej
rzeki: z popiołem tego co żyło niegdyś,
albo nasionami
wiecznego sezamu,
albo z bezimiennie
czystym pyłem, co jest wszystkim
we wszystkim. Pobłogosław,
bezcielesny duchu. Pij,
Kalibanie, wsuń mocno język
do środka kielicha.
Denise Levertov (1923-1997)
Niech Ariel nauczy się
błogosławić Kalibanowi,
a Kaliban niech pije rosę z kwiatu lotosu
otwartego na wodzie.
Gorzka jest powolna
woda rzeki: rosa
zwilży jego usta światłem.
Niech pył
unosi się, jego okrycie też
jest pyłem.
Płyń z prądem powietrza, ciemnej
rzeki: z popiołem tego co żyło niegdyś,
albo nasionami
wiecznego sezamu,
albo z bezimiennie
czystym pyłem, co jest wszystkim
we wszystkim. Pobłogosław,
bezcielesny duchu. Pij,
Kalibanie, wsuń mocno język
do środka kielicha.
Denise Levertov (1923-1997)
ŻYCIE INNYCH
Ich piskliwe ujadanie
jak modlitewne unisono
odległe, skupione, oddane
całkowicie wierze,
stado dzikich gęsi
podróżuje na południe,
ramiona hierachicznej strzały zbiegające się ku
punktowi łaski
rozkołysane i falujące, wstążki
latawca, wzniośle
nad jeziorami, których nie
wybrały na odpoczynek,
nad ludźmi, którzy sądzą
że ziemia należy do ludzi, nad złocistą ziemią
przygotowującą się
do nocy i zimy.
My ludzie
jesteśmy od nich mniejsi i pełzamy
niezauważeni
tu i tam po tej dymiącej mapie.
Denise Levertov (1923-1997)
jak modlitewne unisono
odległe, skupione, oddane
całkowicie wierze,
stado dzikich gęsi
podróżuje na południe,
ramiona hierachicznej strzały zbiegające się ku
punktowi łaski
rozkołysane i falujące, wstążki
latawca, wzniośle
nad jeziorami, których nie
wybrały na odpoczynek,
nad ludźmi, którzy sądzą
że ziemia należy do ludzi, nad złocistą ziemią
przygotowującą się
do nocy i zimy.
My ludzie
jesteśmy od nich mniejsi i pełzamy
niezauważeni
tu i tam po tej dymiącej mapie.
Denise Levertov (1923-1997)
Z SAMOLOTU
Zielona woda lagun,
brązowa woda wielkiej rzeki
wygrzewająca swe mięśnie obok przemyślanych
prostokątnych pokosów
innych brązów, innych zieleni,
płynnych sreber.
Zawsze powietrze
przez które się patrzy, przywraca
dawny porządek, raz
odczutą ulgę: to wielkie ciało
nie rozerwane, choć szarpane, wciąż szarpane
przez nasze szpony -
Denise Levertov (1923-1997)
przełożył Dariusz Rosiak
brązowa woda wielkiej rzeki
wygrzewająca swe mięśnie obok przemyślanych
prostokątnych pokosów
innych brązów, innych zieleni,
płynnych sreber.
Zawsze powietrze
przez które się patrzy, przywraca
dawny porządek, raz
odczutą ulgę: to wielkie ciało
nie rozerwane, choć szarpane, wciąż szarpane
przez nasze szpony -
Denise Levertov (1923-1997)
przełożył Dariusz Rosiak
NIENASYCENIE
Ściśnij szyję łabędzia szukając
małego języka kropli krwi.
Jakże można mówić o krwi - niebo
jest nią przesiąknięte.
A więc małego języka
rosy.
Wysycha.
Języka
liści pod nogami.
Liści na drzewie, drżących
podczas mówienia. Topole
drżą i mówią
gdy zbliżysz się do nich.
przełożył Dariusz Rosiak
Denise Levertov (1923-1997)
małego języka kropli krwi.
Jakże można mówić o krwi - niebo
jest nią przesiąknięte.
A więc małego języka
rosy.
Wysycha.
Języka
liści pod nogami.
Liści na drzewie, drżących
podczas mówienia. Topole
drżą i mówią
gdy zbliżysz się do nich.
przełożył Dariusz Rosiak

Denise Levertov (1923-1997)
Subskrybuj:
Posty (Atom)