Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Levertov. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Levertov. Pokaż wszystkie posty

TO, CZEGO NIE POTRAFIŁA MU POWIEDZIEĆ

Chciałam
poznać wszystkie kości twojego kręgosłupa, wszystkie
pory twojej skóry,
kosmyki włosów na twym ciele.
Aby
cała moja skóra, moje ręce,
kostki, ramiona, piersi,
nawet mój cień,
zostały na zawsze odbite
w tym wszystkim w tobie,
czego nigdy nie poznam.
By kołysać twój sen.


Denise Levertov (1923-1997)

CHMURNE WIERSZE

dla Mitcha
I. CHMURA
 
Wkroczyliśmy w smutek,
jak wkracza się w chmurę na szczycie góry.
 
Stoisz w środku deszczu, który nie pada.
Szczyty znikają, szczekanie owczarka cichnie.
 
Porusz się, a chmura także ruszy
i westchnie milionem nieskończenie drobnych, białych tchnień.
 
Jedna z drugą, wolno
chmury wślizgują się na ścieżki owiec,
 
chmurny smutek - mgliste ramiona wokół nas -
niesie nas jak paczkę.
 
 
II. WSPOMNIENIE
 
Była kiedyś chmura - pamiętasz?
Jej bystre kłęby wyciągnięte spod naszych stóp
odsłoniły krawędź przepaści w miejscu, w którym staliśmy:
 
a głęboko pod nami była świetlista dolina,
rzeki, owczarnia i pola, lśniące wioski.
 
 
III. TNĄCY PROMIEŃ
 
Wyobraź sobie plamę chłodu, białą, szarą, mglistą, smutek wypalony
 
Wyobraź sobie krajobraz
z suchego, czystego światła, dokładnych cieni,
kształtów z czystej barwy.
 
Wyobraź sobie dwa sąsiadujące wzgórza i
twój dom, mój dom, spoglądające na siebie przyjaźnie:
wyobraź sobie,
jak się spotykamy
przynosimy prezenty, przynosimy nowiny.
 
Tak, potrzeba nam żaru
od słońca wyobraźni,
by przeciąć chmurę naszych więzów.
 
Lecz, czy potrafi wielkie i złote światło
ogrzać nasze ciało, które tak ostygło?


Denise Levertov (1923-1997)

LATEM

Noc leży
na polu, gdy odchodzi
księżyc. Z głową w koniczynie,
nieruchomo.

Krótki jest
ten czas ciemności,
pięści nocy
otwarte, rozpuszczone
długie włosy.

Wcześniej niż ktoś zdążyłby to wyjaśnić,
pierwszy ptak
budzi się z płaczliwym świergotem. Biała

rosa zaczyna unosić się
skłębiona.
Nagie jak liście kształty świata
odsłaniają się
we śnie. Barwy

ukazują się wolno
zza wzgórza
szukając kształtów, które mogłyby sobą wypełnić w tym dniu,
siedzib.

            Noc
            musi wstać i
            jeszcze nie rozbudzona.

Denise Levertov (1923-1997)

UWALNIANIE PYŁU

Odwiń pył z jego całunu.
Niech Ariel nauczy się
błogosławić Kalibanowi,
a Kaliban niech pije rosę z kwiatu lotosu
otwartego na wodzie.
Gorzka jest powolna
woda rzeki: rosa
zwilży jego usta światłem.
Niech pył
unosi się, jego okrycie też
jest pyłem.
Płyń z prądem powietrza, ciemnej
rzeki: z popiołem tego co żyło niegdyś,
                                     albo nasionami
                                     wiecznego sezamu,
                                     albo z bezimiennie
czystym pyłem, co jest wszystkim
we wszystkim. Pobłogosław,
bezcielesny duchu. Pij,
Kalibanie, wsuń mocno język
do środka kielicha.

Denise Levertov (1923-1997)

ŻYCIE INNYCH

Ich piskliwe ujadanie
jak modlitewne unisono

odległe, skupione, oddane
całkowicie wierze,

stado dzikich gęsi
podróżuje na południe,
                      ramiona hierachicznej strzały zbiegające się ku
                      punktowi łaski
rozkołysane i falujące, wstążki
latawca, wzniośle

nad jeziorami, których nie
wybrały na odpoczynek,
nad ludźmi, którzy sądzą
że ziemia należy do ludzi, nad złocistą ziemią

przygotowującą się
do nocy i zimy.
                       My ludzie
jesteśmy od nich mniejsi i pełzamy
niezauważeni
tu i tam po tej dymiącej mapie.


Denise Levertov (1923-1997)

Z SAMOLOTU

Zielona woda lagun,
brązowa woda wielkiej rzeki
wygrzewająca swe mięśnie obok przemyślanych
prostokątnych pokosów
innych brązów, innych zieleni,
płynnych sreber.
                          Zawsze powietrze
przez które się patrzy, przywraca
dawny porządek, raz
odczutą ulgę: to wielkie ciało
nie rozerwane, choć szarpane, wciąż szarpane
przez nasze szpony -


Denise Levertov (1923-1997)
przełożył Dariusz Rosiak

NIENASYCENIE

Ściśnij szyję łabędzia szukając
małego języka kropli krwi.

Jakże można mówić o krwi - niebo
jest nią przesiąknięte.

A więc małego języka
rosy.

Wysycha.

Języka
liści pod nogami.
Liści na drzewie, drżących
podczas mówienia. Topole
                                          drżą i mówią
gdy zbliżysz się do nich.


przełożył Dariusz Rosiak  














Denise Levertov  (1923-1997)