POŻEGNANIE Z GÓRAMI

W szary kurz, w niemy tłum,
w tupot nóg, terkot kół
- powracamy tam, choć
nie wiadomo, gdzie skryć się.
I zniżamy swój lot
- władcy dolin i gór - 
zostawiając swój cień,
na szczycie.

Odkąd człowiek się wspiął ponad chmury
- doświadczyłem sam tego jak nikt -
wyżej gór mogą stać tylko góry,
gdzie znajdziemy nieznany nam szczyt,
gdzie znajdziemy nieznany nam szczyt.

Któż w nieszczęściu chce sam
walić głową o mur?
Kto chce zrobić w tył zwrot
bicia serca nie słysząc?
Lecz zniżamy swój lot
- władcy dolin i gór -
oto schodzą w doliny
bogowie
ze szczytów.

Ile marzeń i snów
budzi w nas każdy wierch,
ile pieśni i nut
każe dłużej tu zostać...
Lecz zniżamy swój lot,
ty na rok, ja na wiek,
bo pisane jest nam,
bo pisane jest nam
zawsze wracać
po prostu.

Władimir Wysocki
przełożył Adam Łoskiewicz

Góry w chmurach. Alicja Urbaniak.

POMIĘDZY NAS...

Pomiędzy nas nikt nie mógł wejść
i właśnie na mnie to musiało trafić,
przyszedłem z nim i powiedziałem: - Cześć,
to równy gość, nalejcie mu chłopaki.

Siedział i pił, żartował, a my z nim
serdecznie, szczerze, jak z rodzonym bratem:
nazajutrz wydał wszystkich, taki syn,
to był mój błąd, wybaczcie mi chłopaki.

Jak nas sądzili? - Nie wiem, miałem dość,
rozprawa, sąd, i barak jak mogiła,
wokół widziałem tylko czarną noc,
zwłaszcza że taka rzeczywiście była.

Przechytrzę los, zachowam trochę sił,
choćby mi przyszło wypruć sobie flaki:
myślał, że stąd nie wraca nigdy nikt,
to jego błąd, zapewniam was, chłopaki.

Prędzej czy później przyjdzie taki dzień,
spotkamy się tak samo jak przed laty,
i powiem wam: - To był mój błąd, więc mnie
oddajcie go, to moja rzecz, chłopaki.


Władimir Wysocki
przełożył Michał B. Jagiełło

DOŚĆ MAM WSZYSTKIEGO...

Dość mam wszystkiego, po czubek nosa,
Boże, jak ja mam serdecznie dość,
opaść by na dno jak łódź podwodna,
uciec radarom, uciec na złość.

Przyjaciel wódkę lał do kieliszka,
przejdzie ci, stary - mówił - to nic,
zabaw się trochę, patrz, Wierka przyszła,
na taką chandrę najlepiej pić.

Wierka czy wódka - nic nie pomogło,
Wierka paskudna, po wódce kac...
Opaść by na dno jak łódź podwodna,
uciec radarom, leżeć i spać.

Wszystko mi zbrzydło, zbrzydło mi do dna,
wódka, gitara, muzyka, pieśń,
opaść by na dno i mieć to gdzieś.

Władimir Wysocki
przełożył Michał B. Jagiełło

Pablo Picasso. Stary gitarzysta.

PO CO NAM INTRYGI I DRAMATY...

Po co nam intrygi i dramaty,
literatura, fikcja, wieczny fałsz?
ja za największe arcydzieło świata
twardo uważam kodeks karny nasz.

Gdy dręczy mnie zmartwienie lub bezsenność
albo rozsadza głowę ostry kac,
po kodeks sięgam, coś wybieram w ciemno,
i koniec, już nie mogę jeść ni spać!

Kolegom rad nie udzielałem żadnych
bo dobrze wiem, że nie słuchają rad,
lecz na ich temat mam odnośny fragment:
"Podlega karze do dziesięciu lat".

Ileż w tych słowach prawdy i prostoty,
któryż by je wymyślić zdołał wieszcz,
są w nich baraki, dłuugie jak wyroki,
rozróby, bójki, zdrada, krew i śmierć.

Sto lat w pamięci zatrzeć nie potrafi
tych stronic, ciężkich od brzemienia łez,
cieszy mnie każda furtka w paragrafach,
bo może zdoła ktoś tamtędy przejść.

I serce bije mocniej, gdy znajomy
artykuł przed oczami przemknie mi:
a krew tak dudni, tak łomocze w skroni
jak gliny, gdy pałkami walą w drzwi.


Władimir Wysocki
przełożył Michał B. Jagiełło
Vincent van Gogh. Spacer więźniów.

NIE ZOSTAWIŁ NIGDZIE ŚLADÓW...

Nie zostawił nigdzie śladów dla wścibskiego kontrwywiadu
nosząc stale rękawiczki - mister John Lancaster Peck,
pod tym bowiem pseudonimem się wmeldował pewnej zimy
do hotelu radzieckiego nieradziecki zgoła człek.

John Lancaster potajemnie, głównie podczas nocy ciemnej
w podczerwieni trzaskał cichcem jakieś zdjęcie albo slajd,
potem przy normalnym świetle wychodziło bardzo szpetnie
wszystko to, co tak cenimy, czym się chlubi cały kraj.

Dom Kultury, duma nasza, stał się czymś w rodzaju sracza,
nowoczesny rynek w centrum przypominał brudny skład,
nawet GUM na mikrofilmie mikro wypadł coś i dziwnie,
a już wspomnieć nie wypada, jak wyglądał teatr MCHAT.

Lecz pracować bez podwładnych, to dla szpiega frajda żadna,
wróg pomyślał, wróg wymyślił, chytrze z prawdą mieszał fałsz,
i w lokalu gdzieś nad ranem towarzysza Epifana
tak omotał, tak skołował, że się złamał człowiek nasz.

Zdawał się Epifam chętnym, i pazernym, i pojętnym,
nie znał miary, wielki pociąg czuł do piwa i do pań,
w ogólności do wywiadu znakomicie mógł się nadać,
spotkać może to każdego, jeśli mięczak jest i drań.

"Teraz słuchaj mnie uważnie, o piętnastej obok łaźni
na postoju weź taksówkę, podaj kurs, zatrzaśnij drzwi,
zwiąż kierowcę, zabierz utarg, no i szybko wracaj tutaj,
potem wieść o tej aferze poda radio BBC.

Jutro włóż koszulę świeżą, do Maneżu idź, w Maneżu
facet spyta "Chcesz pan wiśni?", ty odpowiesz "Czemu nie?",
w wiśniach arbuz ma ukryty, nadziewany dynamitem,
ty natychmiast po spotkaniu arbuz ten przekażesz mnie.

"Gdy wykonasz już zadania, mówił szpieg do Epifana,
będzie forsa, kupa dziewczyn, dom w Chicago, albo dwa..."
Gdybyż wiedział, komu zlecił agent swą robotę krecią!
Wzorowemu wywiadowcy, majorowi wprost z CzK.

Świetnie znał profesję własną as wywiadu, John Lancaster,
lecz okrutnie się przeliczył w swych rachubach mister Peck,
został unieszkodliwiony, osądzony, ostrzyżony,
a w hotelu mieszka teraz cichy i spokojny Grek.

Władimir Wysocki
przełożył Michał B. Jagiełło

Romuald Mulk Musiolik. Tajemnice rozgrzane do czerwoności.